środa, 28 marca 2018

Aktywna maska korygująca od Bielendy


Hej Kochane! W Lutym będąc w Polsce zaopatrzyłam się w masę polskich produktów, które w Niemczech są niedostępne. Wpadło w moje ręce dużo kosmetyków, które już miałam i dobrze się sprawdzały oraz kilka nowości, w których między innymi Aktywna maska korygująca od Bielendy. Produkt przeznaczony jest do cery z niedoskonałoścami, czyli takiej jak moja. W drogerii spędziłam dosyć sporo czasu na debacie sama ze sobą - kupić czy nie?  Ostatecznie poleciała do koszyka ale czy było warto?


Aktywna maska korygująca mieści się w pięknym kartoniku i tubce o tej samej gamie kolorystycznej. Przyciąga oko, jak wszystkie produkty tej marki. Na opakowaniu znajdują sie wszystkie informacje dotyczące produktu. Tubka zawiera 50ml maseczki, za taką pojemność zapłacić musimy 19,99zł. Ja kupiłam ją w miejskiej drogerii. W Rossmannie jej nigdy nie widziałam (przynajmniej moim). Maseczka ma konsystencję żelową, jest przeźroczysta i lepka. Jeśli chodzi o jej zapach, nie należy do najprzyjemniejszych, co z początku mnie nieco do niej zraziło. Zawiera kwas migdałowy, kwas laktobionowy oraz witaminę B3.


A jak to wszystko wygląda w praktyce?

Ostatnio wspominałam już o tym, że moja cera to cera bardzo problematyczna. W minionych miesiącach borykałam się z dosyć mocnym trądzikiem a później bliznami po nim, które zresztą do tej pory mam na twarzy. Usilnie szukam czegoś co je całkowicie wyeliminuje. Czy maseczka mi pomogła? Uważam, że to była najlepsza decyzja jeśli chodzi o wybór kosmetyku w ostatnim czasie! Lubię Bielendę i tym razem również mnie nie zawiodła. Jak dokładnie działa? Maseczkę nanosimy na oczyszczoną skóre twarzy wieczorem. Producent zaleca stosowanie jej 1-3 dni w tygodniu. Na początku postanowiłam trzymać się wytycznych, jednak moja skóra potrzebowała intensywniejszego leczenia. Zaczęłam stosować ją codziennie i efekty stały się bardziej widoczne. Po dłużej chwili od nałożenia maseczki poczuć można lekkie ściąganie. Dla mnie to znak, że coś się dzieje. Maseczkę zawsze nakładam z 15-20 minut przed całkowitym położeniem się do spania, ponieważ nie chcę pobrudzić sobie pościeli. W tym czasie zdąży w zupełności cała się wchłonąć.

  

Producent maseczki obiecuje nam:

  •  redukcję porów i błyszczenia skóry - jeśli chodzi o pory widzę sporą różnicę między wcześniejszym ich stanem a teraźniejszym (po miesiącu stosowania maseczki). Skóra jest fajnie zmatowiona i rozjaśniona po przebudzeniu. 
  • rozjaśnienie przebarwień oraz zapobieganie powstawaniu wyprysków - jak najbardziej producent spełnia swoją obietnicę, moja buźka od miesiąca naprawdę przeszła małą metamorfozę z tą maseczką! Blizny potrądzikowe są znacznie mniej widoczne. I od około miesiąca nie wyszedł mi praktycznie żaden nowy pryszcz! Pomijam miesiączkowe niespodzianki, które mam zawsze od lat. 
  • wygładzenie i dodanie blasku - skóra twarzy rano po przebudzeniu jest znacznie rozświetlona, o czym już wyszej wspomniałam, delikatne wygładzenie również widocznie ale nie jakoś super. 


Producent obiecuje również poprawę jędrności, redukcje zmarszczek i poprawienie kolorytu skóry. Na 2 pierwsze aspekty nie zwracałam szczególnej uwagi, ponieważ zmarszczek jeszcze nie mam i u mnie jest to po prostu bez efektu. Głównie zależało mi na redukcji blizn potrądzikowych, złagodzenie ich oraz zapobieganiu występowania nowych. Produkt pod tym względem sprawuje się doskonale. A do tego poprawia koloryt, matuje skórę i utrzymuje ją w dobrym stanie. Po miesiącu moja twarz wygląda sto razy lepiej niż wcześniej! 


Z czystym sumieniem polecam tą maseczkę wszystkim z problematyczną cerą! Miałyście ją? Znacie? Lubicie produkty Bielendy? Dajcie znać w komentarzach! Chętnie poznam Waszą opinie :) 


niedziela, 25 marca 2018

Nowe obuwie wiosenne luty/marzec


Hej Kochane! W końcu doczekałam się wiosny! U mnie za oknem piękne błękitne niebo, promyki słońca wpadają mi przez okno, prognozowana temperatura to 14 stopni na plusie i do tego mamy niedzielę. Czy może być jeszcze piękniej? Ano może! W planie mamy wypad na pierwsze rowerki w tym roku, czyli zapowiada się bardzo aktywnie dzisiaj - co lubię. Poza aktywnymi dniami lubię a nawet uwielbiam.. buty! Nie wiem czy każda kobieta ma w sobie taką miłość do obuwia ale ja całkowicie nie odstaję od tej reguły! Dzisiaj luźny post o moich ostatnich zdobyczach. Jeśli jesteście ciekawe to zapraszam do oglądania :)


Włochate kapcie już chyba każdy posiada - z wyjątkiem mnie. Długo polowałam i zwlekałam. Większość sztuk, które oglądałam były po prostu tak słabe jakościowo, że ręce mi opadały. W końcu w CCC trafiłam na takie oto kapcioszki z perełkami. Są bardzo wygodne, pięknie wyglądają i po prostu aż przyjemnie się w nich chodzi. Spód wykonany jest z dosyć mocnej gumy więc jak zrobi się troszkę cieplej można w nich wyskoczyć na szybko np. na podwórko. Ich cena do 12 euro. W Polsce w CCC chyba wszystkie te kapcie były w cenie 39,99zł.





Kolejne buciki to piękne jasno pudrowe sandałki na obcasie. Kupione w H&M za 19,99 euro z myślą o weselu. W sierpniu bierzemy z narzeczonym ślub cywilny. Naszym kolorem przewodnim jest pudrowy róż i myślę, że nadadzą się idealnie. Wprawdzie nie mam jeszcze sukienki ale powinny pasować do każdej.


Zdecydowałam się na te buty, ponieważ posiadam już jedne takie, z poprzedniego sezonu w kolorze czarnym. Są bardzo wygodne, obcas nie jest za wysoki, można się w nich bawić całą noc i tego właśnie od nich oczekuję!



Ostatnia para to lekkie sportowe adidaski od Decathlonu. Kolor szary uniwersalny do latania na codzień. Kupiłam je jeszcze w Polsce za kwotę aż 49,99zł.





W połowie jestem przygotowana na wiosnę, w planie mam jeszcze kupić jakieś baletki do bardziej eleganckich stylizacji. Jak u Was zakupy wiosenne? Kupujecie? Macie już coś? Jak podobają Wam się moje buciki? Dajcie znać w komentarzach! A ja życzę Wam pięknej słonecznej i ciepłej niedzieli jak u mnie! Buziaki :)

czwartek, 22 marca 2018

Oczyszczający tonik do twarzy z ekstraktem z żeń-szenia od Schwarzkopf


Witajcie Kochane! Jak ten czas szybko leci, już mamy czwartek a przed chwilą przecież był poniedziałek! U mnie za oknem pruszy śnieg, czuję się bardziej jak przed Bożym Narodzeniem nieżeli Wielkanocą. A jak u Was z pogodą? Któraś ma może słoneczko? Oddajcie trochę! Jedyny plus jest taki, że nie muszę na gwałt kupować wiosennych butów, których nie mam. Jakiś czas temu w niemieckim Rossmannie w łapki wpadł mi tonik do oczyszczania twarzy. Nie znałam kompletnie tej firmy ale pomyślałam sobie, czemu nie? Jak wypadł u mnie?


Od producenta:

Oczyszczający Tonik do twarzy z ekstraktem z żeń-szenia jest idealny dla skóry podatnej na zanieczyszczenia i powiększone pory. Rezulataty: Skóra jest delikatnie oczyszczona, odświeżona i nawilżona. Powiększone pory wyglądają na bardziej wyrafinowane. Przy regularnym stosowaniu zmniejszają się zanieczyszczenia. Cera jest czysta i naturalnie czysta, skóra wyraźnie wyrafinowana i równa. 
-pH obojętne
-przebadany dermatologicznie


Tonik przeznaczony jest do skóry tłustej oraz mieszanej. Znajduje się w zielonej butelce z pompką mieszczącej 200ml płynu.Za taką pojemność płacimy około 3 euro, czyli ok 12-13zł.  Z tego co się zorientowałam produkt raczej nie jest dostępny w Polsce. Szata graficzna mnie nie powala i szczególnie nie przypadła mi do gustu. Zieleń i czerwień jakoś źle razem mi się kojarzą. W porównaniu z opakowaniami np. firmy Bielenda ginie w tłumie. Pompka działa jednak bez zarzutów, wydobywa odpowiednią ilość produktu. Sam tonik jest przeźroczysty, pachnie świeżo i wiosennie. Daje fajne uczucie oczyszczenia i świeżej cery. Jednak dosyć mocno wyczuwalny w nim alkohol troszkę zniechęca. Samo działanie jednak na duży plus. Faktycznie podczas jego stosowania już od jakiegoś czasu, zaczęło pojawiać się u mnie mniej nieprzyjaciół. Jednak nie wiem do końca czy to jego zasługa. Tonik jak tonik. Oczyszcza bo to ma robić, zapach ładny przyjemny, cena niska. Mimo wszystko chyba więcej nie wrócę do tego produktu, niby nie mam się czego czepić jednak zniechęca mnie opakowanie i mocno wyczuwalny alkohol.


Znacie ten produkt? Jakie polecacie toniki do oczyszczania twarzy? Chętnie poznam Wasze propozycje :) Miłego czwarteczku Kochane! :)



wtorek, 20 marca 2018

Nowości kosmetyczne luty/marzec 2018


Hej Słoneczka! Pierwszy raz od dosyć dawna, udało mi się zebrać wszystkie nowości ostatnich dwóch miesięcy w kupę i zrobić im zdjęcia. Wcześniej robiłam to dosyć regularnie, głównie ze względu na to, że nie zbierało się tego dużo. Tym razem też nie jest dużo, tak mi się wydaje - same oceńcie :)


Głęboko oczyszczający peeling do twarzy z minerałami z morza martwego - miałam go już wcześniej i postanowiłam do niego wrócić. Szczerze to nie pamiętam dokładnie jak wtedy się sprawdził ale wspomninam go miło.

Kuracja łagodząca zmiany trądzikowe - krem od ziaji - moja znajoma mi go poleciła i w sumie dosyć niedawno zaczęłam go testować, na pewno pojawi się o nim post w najbliższym czasie.

Aktywna maska korygująca do cery z niedoskonałościami Bielenda - wpadłam na nią przez przypadek w drogerii i pomyślałam, że mogłaby mi pomóc. Również testuję i na pewno pojawi się post.

Olejek różany do twarzy od Bielendy - recenzja 


EVE Confidence i EVE Alluring od Avon - w pierszej wersji perfumy były w jednej buteleczce z możliwością łączenia ich ze sobą. Niedawno pojawiły się w osobnych opakowaniach. Bardzo je polubiłam, są piękne i bardzo trwałe jak na tak tanie perfumy.

AVON LUCK - bardzo słodki i trwały zapach, aktualnie w zużyciu.

AVON ALPHA - kolejne opakowanie, recenzja.


Kremowy żel pod prysznic od Nivea - klasyka zawsze jest u mnie mile widziana. Kupiłam w promocji.

Żel pod prysznic Balea White Gloss - czeka na swoje zużycie razem z Nivea.

Płyn do higeny intymnej od Eveline - do tej pory zawsze uzupełniałam zapasy o Ziaję, tym razem jednak postanowiłam coś zmienić, okaże się czy na dobre.

Balsam perfumowany do ciała EVE Alluring - czeka na swoją kolejkę.


Kojące masło do ciała z minerałami z Morza Martwego - uwielbiam produkty z serii Planet Spa od Avon. Jestem ciekawa jego działania.

Regenerująco-ujędrniające masło do ciała z ekstraktem kolumbijskiej kawy - brzmi ciekawie.

Intensywnie regenrujący krem do ciała, twarzy i rąk z olejkiem kokosowym - uwielbiam wszystko co kokosowe w pielęgnacji, nie mogłam się oprzeć. Posiadam również krem do rąk o którym zapomniałam przy zdjęciach. Pachnie obłędnie.


Rewitalizująco-wygładzająca maseczka do twarzy z ekstraktem czarnego kawioru - maseczka typu Peel Off, jestem ciekawa efektów. Narazie musze wykończyć te maseczki, które mam otwarte.

Odżywcza maska do dłoni i stóp z parafiną - to już moje kolejne opakowanie, jak mi się kończy, po prostu uzupełniam zapas. Maskę stosuję głównie jako krem do rąk. Fajnie nawilża suche dłonie.

Rewitalizująca maseczka do twarzy z chińskim żeń-szeniem - kolejna maska typu Peel Off czekająca na swoją kolejkę.

Nawilżająco-relaksujący krem do rąk z lawendą i jaśminem - czeka na wykończenie tego, którego używam w pracy, jest malutki i mogę mieć go ciągle przy sobie.


Pianka do golenia od Balea - nowa wersja brzoskwiniowa, jak zobaczyłam reklamę musiałam ją mieć! Regularnie używam ich pianek do golenia i lubię testować nowe wersje zapachowe.

Maska do włosów suchych od Balea - kiedyś gdzieś czytałam o niej na którymś blogu i jakoś utkwiło mi w pamięci, postanowiłam ją znaleźć, ciekawe jak sobie poradzi u mnie.


Wosk Vanilla Lime Yankee Candle - to mój pierwszy wosk od nich i już nie mogę się doczekać kiedy go użyję!

Jak Wasze nowości w lutym i marcu? Poszalałyście czy raczej nie? Znacie któreś z produktów które ja zakupiłam? Dajcie znać w komentarzach i życzę Wam miłego wtoreczku :)

poniedziałek, 19 marca 2018

Olejek różany do cery wrażliwej od Bielendy


Witam Was Kochane w nowym tygodniu! Wolny weekend przeleciał mi niesamowicie szybko, choć tak naprawdę nic konstruktywnego nie zrobiłam. Nie wiem czy też tak macie, że jak siedzicie i nic nie robicie to leci jeszcze szybciej niż jak macie jakieś plany? Bo ja tak mam! Nim się obejrzałam, mamy Poniedziałek. W moim przypadku oznacza to drugie zmiany ale dzięki nim jestem w stanie wygospodarować sobie więcej czasu na bloga :) Czas leci nieubłaganie szybko a do naszego dnia (czyt. ślubu) zostaje coraz mniej czasu, co oznacza coraz mniej czasu na przygotowania! Tak naprawdę uważam się za dobrze zorganizowaną osobę ale jeśli chodzi o ślub, to jestem tak niezdecydowana i wszystko przeciągam, że sama się nie poznaję. Czas leci a ja czuję, że stoję ze wszystkim w miejscu.. Czas przygotowań do ślubu to także czas bardziej intensywnego dbania o swoją cerę by była w jak najlepszej kondycji a w tym postanowiłam wspomóc się olejkiem różanym od Bielendy.


Bardzo lubię Bielendę za tak szeroki wybór w produktach, wspaniałe opakowania, które cudownie prezentują się w łazience oraz całkiem przyzwoite ceny. Nie jestem fanką różanych zapachów, do kupna tego olejku skusiła mnie cena na do widzenia w Rossmannie, gdzie produkt nabyłam za 12,99zł. Nie oczekiwałam zbyt wiele, kupiłam go w ciemno i tak naprawdę to sama myśl o zapachu różanym troszkę mnie zniechęcała. Jak się sprawdził u mnie?


Od producenta:

Lekki olejek przeznaczony dla skóry wrażliwej i delikatnej, skłonnej do podrażnień i nadwrażliwości. Zawiera niezwykle efektowne połączenie szlachetnego olejku z owoców róży, nawilżającego kwasu hialuronowego oraz antyoksydacyjnego kompleksu witamin C+E o działaniu przeciwstarzeniowym i chroniącym przed zanieczyszczeniami środowiskowymi.

Wyjątkowa lekka formuła olejku daje efekt satynowego wykończenia skóry, nie obciąża jej przy jednoczesnej natychmiastowej redukcji uczucia suchości i dyskomfortu.
Olejek przywraca właściwą równowagę hydrolipidową naskórka, chroni go przed nadmierną utratą wilgoci, wyraźnie wygładza go i zmiękcza. Działa przeciwstarzeniowo i ochronnie na skórę narażoną na działanie niekorzystnych czynników środowiskowych, wzmacnia naturalne mechanizmy obronne skóry do walki z wolnymi rodnikami, koi i łagodzi podrażnienia.

Efekt: idealnie nawilżona, odżywiona i zregenerowana skóra, odczuwalnie miękka i gładka w dotyku. Zawiera kwas hialuronowy, olejek z owoców róży, kompleks Anti-ox i Anti- Pollution.


Szata graficzna mnie po prostu urzekła. Uwielbiam piękne opakowania, lubię otaczać sie ładnymi rzeczami i ten olejek do nich należy. Produkt posiada wygodną pompkę, dzięki której łatwo wydobyć produkt, nie brudząc olejekiem wszystkiego w koło. Na buteleczce o pojemności 140ml znajdziemy wszystkie potrzebne informacje. Na zużycie produktu od otwarcia mamy tylko 2 miesiące. To dosyć mało na produkt tak wydajny. Bowiem w jego przypadku wystarczy zaledwie jedna dawka produktu na pokrycie całej twarzy. Produkt jak na olejek ma bardzo lekką konsystencję. Po wtarciu go w skórę twarzy, przemienia się w piankę.


Jak już wyżej wspomniałam, nie jestem fanką różanych zapachów i raczej się ich wystrzegam jak ognia jednak w przypadku tego olejku, miło się zaskoczyłam. Olejek ma naprawdę bardzo delikatny zapach i mnie nie drażni. Nie skłamię jeśli powiem, że zaczął mi się podobać. Działanie produktu równie miło mnie zaskoczyło. Producent obiecuje czyszczenie oraz nawilżenie. W przypadku oczyszczenie nie wiele mogę powiedzieć, ponieważ olejek zawsze nakładałam na oczyszczoną już wcześniej twarz. Ale nawilżenie na bardzo duży plus. Jest widocznie od razu po użyciu olejku oraz przez długi czas po jego zastosowaniu. Moja skóra, to skóra problematyczna z tendencją do wyprysków. Aktualnie pokryta jest również bliznami po trądziku i raz na jakiś czas wyskakuje mi pryszcz. Olejek łagodzi wysyp na mojej twarzy, nie podrażnia jej. Nie powoduje również występowania większej ilości nieprzyjaciół na buźce.


Muszę przyznać, że produkt kupiony tak naprawdę przy okazji promocji i zupełnie bez namysłu wniósł bardzo sporo w moją pielęgnację twarzy. W końcu jest dobrze nawilżona i regularnie łagodzona. Myślę, że bez namysłu kupię kolejne opakowanie! Miałyscie ten produkt? Jak się u Was sprawdził? Lubiecie różane zapachy? Koniecznie dajcie znać w komentarzach! :)


Życze Wam udanego tygodnia!! :)

piątek, 16 marca 2018

Max Factor X - Miracle Match Foundation


Hej Słoneczka! W końcu piątek, piąteczek a u mnie weekend już od wczoraj! Dziś cały dzień miałam wolny, postanowiłam wykorzystać go na zrobienie nowych paznokci u rąk i stóp, a przy okazji przetestować nowe lakiery hybrydowe z chińczyka. Miałam w planie również zrobić kilka ujęć na bloga, jednak pogoda nie dopisała. Leje u mnie od rana, aż się żyć odechciewa. Mam nadzieję, że u Was zdecydowanie lepsza pogoda i macie więcej energii przy piąteczku. Dzisiejszy bohater zakupiony został przez przypadek, tzn. bez wcześniejszych czytania recenzji, jesteście ciekawe jak poradził sobie u mnie? To zapraszam dalej :)


Od producenta:

Podkład Miracle Match w niezwykle inteligentny sposób łączy średni stopień krycia i transparentne wykończenie makijażu. Skóra zyskuje idealne ujednolicenie przy równoczesnym nawilżeniu. Formuła podkładu zawiera cząsteczki odbijające światło, dzięki którym niedoskonałości są niewidoczne. Efekt to idealnie zdrowy wygląd skóry o wyrównanym kolorycie, doskonała podstawa perfekcyjnego wyglądu.



Nigdy wcześniej nie miałam żadnego produktu od firmy Max Factor, w zasadzie nie wiem dlaczego. Przez przypadek wpadł mi w ręce podkład Miracle Match Foundation. Dostępny jest on w Polsce w 6 odcieniach i z tego co się okazuje, odcień który ja kupiłam Light Ivory 40 do tych nie należy. Podkład udało mi się kupić w promocji, jego aktualna cena w Rossmann to 64,99zł. Szklana buteleczka zawiera standardowo 30ml. Prezentuje się naprawdę elegancko, posiada pompkę, która zresztą pełni swoją funkcję bez zarzutów.


Odcień Light Ivory 40 jest dosyć jasny, wpadający bardziej w róż. Idealny dla bladzioszków, takich jak ja,szczególnie po zimie! Muszę przyznać, że podkład faktycznie dopasowuję się do odcienia karancji, tak jak obiecje producent. Co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło. Kolejną pozytywną sprawą jest to, że faktycznie koryguje niedoskonałości! Jeśli chodzi o moją cerę to jest ich naprawdę sporo i już po cienkiej warstwie, skóra twarzy jest jak za pociągnięciem magicznego pędzla. Nie przykrywa jednak wszystkiego w moim przypadku. Podkład faktycznie delikatnie nawilża, jednak nie czuję tego przez cały dzień użytkowania. Siła jego krycia jest rzeczywiście średnia, nad czym bardzo ale to bardzo ubolewam. Moja buźka potrzebuje niestety czegoś mocniejszego, by zakryć wszystkie niedoskonałości. Producent spełnia swoją obietnicę, jednak żałuję, że krycie nie jest satysfakcjonujące dla mnie, bo to jedyny minus tego podkładu. Dla osób, które nie borykają się z niedokonałościami zdecydowanie powinien przypaść do gustu!


Podkład utrzymuje się bez problemu na buźce przez cały dzień. Tzn. ja zazwyczaj na nogach jestem około 16 godzin i tyle daje radę. Bardzo żałuję, że nie ma lepszego krycia, bo naprawdę mi podpasował. Zużyję go do końca i będę szukała dalej idealnego krycia lub w końcu wygram walkę z trądzikiem!!

Skład:


Znacie ten podkład? Jakie są Wasze opinie o nim? Jaki polecacie podkład dobrze kryjący a przy tym nie zapychający cery? Piszcie w komentarzach!


środa, 14 marca 2018

Advance Techniques "Superblask" z technologią inspirowaną siłą diamentów - serum


Cześć Gwiazdeczki. Ostatnio bardzo zaniedbałam swoje włosy, oprócz maski z kallosa nie "karmiłam" ich niczym innym. Głównie ze wględu na brak czasu i musu codziennego ich mycia. Postanowiłam wrócić do serum na zniszczone końcówki od Avonu. Wcześniej produkt występował w nieco innej szacie graficznej, teraz została ona odnowiona uważam zresztą, że wygląd jak najbardziej na plus niż wcześniej. A jak radzi sobie z końcówkami moich suchych włosów?


Produkt dostajemy w ładnej szklanej buteleczce o pojemności 30ml, która dodatkowo zabezpieczona jest kartonikiem, na którym znaleźć możemy wszystkie potrzebne informacje. Jego cena w przybliżeniu to 13zł, dostępny w Katalogu Avon. Buteleczka posiada pompkę, co jest bardzo wygodne w użytkowaniu a szczególnie jeśli mowa o olejkach i innych tłustych kosmetykach. Serum jest przeźroczyste, średnio gęste i oczywiście tłuste. Ułatwia rozczesywanie włosów. Pachnie delikatnie, przyjemnie a nawet powiedziałabym ekskluzywnie. Myślę, że zapach większości z Was powinien przypaść do gustu.


Jak wspomniałam na początku, serum tego używałam już jakiś czas temu ale po prostu znudziło mi się. Co mi się skończyło to kupowałam nowe opakowanie i wydaje mi się, że moje włosy tak naprawdę zdążyły się do niego przyzwyczaić, że przestało przynosić jakiekolwiek efekty. Teraz postanowiłam wrócić do niego ponownie i muszę Wam powiedzieć, że przypomniałam sobie za co je lubiłam! Pierwsze użycie było naprawdę wow! Początkowo nie zwróciłam uwagi ale stojąc przy lustrze w pracy, patrzę na swoje włosy i naprawdę było widać różnicę i to dużą! Moje końcówki włosów były błyszczące, lśniące ogólnie wyglądały o niebo lepiej :) Jednak stosując ją już któryś raz z rzędu efekty słabną z każdym użyciem lub to ja się przyzwyczaiłam tak szybko do lepszej kondycji włosów? Mam mieszane użycia. Myślę, że serum będę stosowała w większych odstępach czasu, na pewno nie przy każdym myciu włosów.

Skład:


Znacie to serum do włosów? Miałyście styczność? Jakie macie doświadczenia? Chętnie poznam Wasze opinie na jego temat :)


Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia