poniedziałek, 24 lipca 2017

Pielęgnacja stóp z wyciągiem z orzechów kokosowych


Cześć Słoneczka. Witam Was serdecznie na początku kolejnego tygodnia, który jest dla mnie ostatnim przed wakacjami. W czwartek kończę kurs a już w piątek jadę do Polski na krótki urlop, który oczywiście oznacza wizytę u ortodonty. Także nie będzie zbytnio przyjemnie. Wstępnie jadę na około 11-12 dni, co dla mnie jest zdecydowanie za dużo. Jednak muszę się dostosować.


Lato nie jest okresem sprzyjającym naszym stopom. W tym czasie są one szczególnie narażone na zniszczenie, wysuszenie itd. Najczęściej chodzimy w sandałach a czasami nawet i boso. Martwiąc się o skórę moich stóp zaopatrzyłam się w zestaw od Avon, w którego skład wchodzą: peeling, krem oraz spray do stóp. Wszystkie kosmetyki posiadają wyciąg z orzechów kokosowych. Za cały zestaw zapłaciłam 15,99zł. Szata graficzna produktów jest typowa dla serii do stóp. Jest przejrzysta, prosta, niczego jej nie brakuje ale też nie robi wow. Zapach bardziej przypomina mi jakieś lekarstwo nieżeli produkt kosmetyczny jednak nie jest bardzo odrażający. 


Peeling do stóp, zresztą jak wszystkie inne od Avon spisał się u mnie na 5+. Nie jest to mega mocny zdzierak, określę go jako średni. Stopy po jego zastosowaniu są gładkie w dotyku i oczyszczone. Produkt jest przeźroczysty, posiada pomarańczowe drobinki. Konsystencja rzadka. Natomiast krem do stóp w przeciwieństwie do peelingu wypadł tragicznie. Jego zadaniem jest nawilżenie skóry ale nic takiego nie zauważyłam. Jego konsystencja przypomina bardziej żel nieżeli krem, co strasznie mnie wkurza bo się leje przy nakładaniu. Wchłania się błyskawicznie jednak po wysmarowaniu stóp, ja muszę smarować ręce gdyż są w tak tragicznym stanie. Mówię mu stanowcze nie i nie mam zamiaru do niego wracać.


Ostatnim produktem z zestawu jest orzeźwiający spray. Lubię spraye do stóp i często po nie sięgam. Z Avonem mam miłe doświadczenia i tak było też i tym razem. Produkt daje natychmiastowe odświeżenie a nawet i ochłodzenie naszych stóp po długim i męczącym dniu. Pompka się nie zacina. Używam go razem z chłopakiem od jakiegoś niecałego miesiąca i nie ubyło go zbyt wiele. Także śmiało mogę stwierdzić, że jest wydajny.


Podsumowując produkty do stóp, chętnie sięgnę ponownie po peeling oraz spray do stóp ale raczej w innej wersji zapachowej. Do kremów się trochę zraziłam choć w zapasie mam jeszcze jeden więc okaże się czy tylko trafiłam na taki felerny czy wszystkie są do dupy.


Miałyście któreś z tych produktów? Co o nich myślicie? Jak dbacie o stopy latem? Piszcie w komentarzach! :) 

piątek, 21 lipca 2017

Słodki piątek czyli muffinki z borówkami amerykańskimi


Witajcie Kochane. Pewnie trochę jesteście zaskoczone tematyką dzisiejszego posta ale postanowiłam się z Wami podzielić najprostszym pod słońcem przepisem na muffinki. Przyznam Wam się od razu na początku, że ten wypiek jest jednym z moich pierwszych. Dzięki jego prostocie i szybkości, polubiłam piec. Wcześniej mieszanie mąki, jajek i w ogóle uważałam za totalnie czarną magię. Ale odkąd nie mieszkam z rodzicami, brakuje mi wypieków mojej mamy, więc działam na własną ręke.


Przepis znalazłam w Przepisniku, który dostałam na gwiazdkę. Może któraś z Was również go posiada. Podejrzewam, że może pochodzić z Biedronki lub Pepco. Przepis jest prosty, tani i szybki do wykonania. Owoce oczywiście możemy zawsze zmienić, ja na przykład zamiast jagód zdecydowałam się na borówki amerykańskie.

















Lubicie muffinki? Lubicie piec? Chętnie poznam Wasze zdanie. Piszcie w komentarzach! :)

wtorek, 18 lipca 2017

Sławny podkład Catrice w mojej kosmetyczce - jest się czym zachwycać?


Cześć Słoneczka. Do nas dotarły właśnie okropne upały, aktualnie na liczniku mamy 32 stopnie, jutro ma być 35. Cieszę się, że kupiliśmy wiatrak, bo chyba nie wytrzymałabym w naszym mieszkaniu na poddaszu. Ostatnio wspominałam Wam o egzaminie ustnym z niemieckiego, jak mi poszło? Szczerze Wam powiem, że nie jestem zadowolona. Stres zżarł mnie totalnie, cała się trzęsłam i nie umiałam złożyć sensownego zdania, gdzie normalnie na co dzień to robię. Boję się, że mogę nie zdać. Niestety na wyniki muszę czekać aż do września, co mnie jeszcze bardziej stresuje.


Nad podkładem Catrice dosyć długo się zastanawiałam. Niejednokrotnie przechodziłam obok niego ale zawsze coś mnie powstrzymywało. Ostatecznie kupiłam go spontanicznie na promocji w niemieckim Rossmannie. Za 30ml produktu zapłaciłam około 4,80 euro. Odcień na który się zdecydowałam to 020 Rose Beige. Podkład znajduje się w małej mleczno-szklanej buteleczce z pipetką. Szczerze przyznam się Wam, że nie miałam jeszcze kosmetyku z taką formą nakładania i raczej średnio mi to idzie. Nigdy nie udaje mi się wycisnąć idealnej ilości na twarz, choć za każdym razem jest coraz lepiej. Myślę, że to kwestia przyzwyczajenia.


Konsystencja produktu jest rzadka. Nigdy wcześniej nie miałam takiego podkładu. Moje wcześniejsze wybory padały na musy oraz produkty bardziej gęste, także konsystencja to dla mnie nowość. Nakładam go na twarz rękoma. Próbowałam gąbeczką ale średnio mi to wychodziło i praktycznie w ogóle nie krył więc zrezygnowałam. Być może robiłam coś nie tak, gdyż nie mam z nią żadnego doświadczenia.


Powiem Wam szczerze, że na początku używania produktu byłam trochę wkurzona. Wcześniej używałam Stay Matt od Maybelline, który był moim numerem jeden. Krył idealnie ale.. zostawiał efekt maski. W przypadku podkładu od Catrice tego efektu nie ma, co jest ogromnym plusem. Nie czuję w ogóle, że jestem pomalowana, podkład jest lekki. Dlaczego na początku użytkowania byłam niezadowolona? Ponieważ wydawało mi się, że podkład dosyć krótko trzyma się na twarzy, czyli nie jest trwały. Poza tym moja baza pod cienie średnio współpracowała z podkładem od Catrice no i moje kreski na oku wyglądały już po 4h jakbym była conajmniej po imprezie. Dlatego byłam zła ale dałam mu drugą szansę.


Może po prostu potrzebowałam czasu aby nauczyć się go nakładać oraz aby odzwyczaić się od efektu maski na twarzy, no i się udało. Teraz jestem zadowolona. Podkład daje rade od 7 rano do godziny 19-20 wieczorem. Kreska na oku trzyma się bez zarzutu. Produkt idealnie pasuje odcieniem do mojego koloru skóry. Być może we wcześniejszym stosowaniu także pogoda odegrała dużą rolę, gdyż było dość upalnie. Czyli w wysokich temperaturach nie możemy na niego liczyć.


Niestety po używaniu podkładu zaczęło pojawiać się u mnie trochę więcej wyprysków na twarzy, gdzie zazwyczaj miało to miejsce tylko w okresie miesiączki. Dodam, że mam dosyć wrażliwą skórę. Ale czytałam na Waszych blogach, że nie wystąpiło to tylko u mnie. Dlatego od razu zajarzyłam od czego te pryszcze, kiedy zaczęły się pojawiać na mojej twarzy.



Plusy:
+tani
+dobrze kryje
+bez efektu maski
+nie czuć go na twarzy
+wydajny
+pipetka

Minusy:
+trzeba nauczyć się go używać
+u niektórych może spowodować wysyp wyprysków
+przy wysokich temperaturach u mnie nie zdał egzaminu



Po lewej stronie zdjęcie bez makijażu, po prawej mam na sobie tylko podkład Catrice. 


Makijaż zaraz po pomalowaniu. 


Makijaż po 7 godzinach (w dosyć ciepły dzień). 


Podsumowując produkt ma więcej plusów nieżeli minusów, jednak ten wysyp pryszczy trochę mnie zniechęca. Fajnie się u mnie sprawuje, fajnie kryje i przede wszystkim nie ma efektu maski. Myślę, że wrócę do niego ponownie. Jakie jest Wasze zdanie o podkładzie Catrice? Miałyście? Przymierzacie się do kupna? Jesteście zadowolone czy nie? Może miałyście również atak pryszczy tak jak u mnie? Chętnie poznam Waszą opinie :)

piątek, 14 lipca 2017

Jak ewoluował mój blog przez rok czasu? Pierwsze urodzinki

Cześć Kochane! Nie wiem kiedy to zleciało ale wczoraj minął dokładnie rok odkąd prowadzę bloga. Jestem z siebie dumna, choć miewałam chwile słabości. Mimo to, jestem tutaj z Wami. Moje miejsce w sieci daje mi dużo radości, zabawy i satysfakcji. Najzwyczajniej w świecie sprawia mi dużo przyjemności. Cieszę się, że mogę dzielić się z Wami swoimi doświadczeniami z kosmetykami oraz także swoim życiem prywatnym. Dziękuje Wam za obecność i aktywność. Życzę sobie kolejnych lat w blogosferze a Was zapraszam do obejrzenia zrzutów przedstawiających zmiany mojego bloga na przestrzeni roku. Nie udało mi się znaleźć wszystkich więc będzie tylko kilka. Stali obserwatorzy wiedzą jak często zmieniam szablony na swoim blogu. Jestem perfekcjonistką, której wszystko szybko się nudzi. Niestety. Ale przy okazji urodzin bloga pozwoliłam sobie sprezentować nowy szablonik. Obiecuję sobie, że zagości tutaj na dłużej.




Statystyka na dzień dzisiejszy
Liczba obserwatorów: 115
Liczba wyświetleń w ciągu roku: 35 659
Opublikowanych postów (nie licząc tego): 72
Opublikowanych komentarzy: 2187

Jeszcze raz z całego serca dziękuje za Waszą aktywność i obecność! :)

poniedziałek, 10 lipca 2017

Mus do ciała z lawendą i jaśminem


Cześć Słoneczka! Jak to na mnie przystało, znowu kolejna zmiana szablonu, nie wiem czemu wszystko tak szybko mi się nudzi. Chciałam aby w końcu na moim blogu zagościł nagłówek z nazwą bloga no i się udało. Niestety nie ogarnęłam jeszcze jak zmienić kolor boxów z napisami "autorka" itd. Ale obawiam się, że jest to niemożliwe. Nie wygląda to jakoś tragicznie ale wolałabym jednak neutralny kolor. A wy co myślicie?

Jeśli chodzi o prywatę, to jeden egzamin mam już za sobą, tzn. ten łatwiejszy (bynajmniej dla mnie), a mianowicie część pisemną. Jutro czeka mnie część ustna, czyli coś czego się obawiam. Nie wiem na jaki temat trafię no i czy będę znała akurat potrzebne mi słownictwo. Powoli łapie mnie ogromny stres a egzamin dopiero po południu. Na moje nieszczęście wszystkie wystąpienia przed większą grupą ludzi budzą we mnie ogromny strach. Nie tylko tutaj w Niemczech. Ale koniec użalania się nad sobą, staram się dziś wyluzować.


Pod ostatnim postem z maseczką od Avon poleciało trochę hejtu na firmę, mimo to dziś kolejny produkt od nich. Jest to nawilżająco-relaksujący mus do ciała z lawendą oraz jaśminem z serii planet spa.

Produkt znajduje się w odkręcanym plastikowym słoiczku o pojemności 200ml, które lubię jeśli mowa o balsamach czy musach do ciała, ponieważ mam pewność, że wykorzystam go na maxa. Cena takiego musu waha się miedzy 20-30zł. Balsam ważny jest 12 miesięcy od otwarcia.


Konsystencja musu nie jest ani gęsta ani rzadka. Posiada on drobinki, które działają powiedzmy jak peeling tyle, że o wiele łagodniej. Początkowo po otwarciu produktu, zapach średnio mi się podobał, pachnie trochę jak jakieś lekarstwo lub krem z apteki. Jednak powiem wam, że z czasem się do niego przyzwyczaiłam i jest całkiem przyjemny a przede wszystkim, utrzymuje się bardzo długo na ciele.


Razem z dobrym utrzymaniem zapachu na ciele idzie również działanie, tzn. mus bardzo fajnie nawilża skórę. Czyli spełnia swoje zadanie. Byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona.


Produkt używam od około miesiąca i ubyło mi go tyle co widać na zdjęciach także jest dosyć wydajny. Myślę, że posłuży mi jeszcze do końca wakacji a nawet i dłużej. Używam go na zmianę z innymi balsamami.


Miałyście ten produkt? Jak się u Was spisał? Wiem, że wiele z Was nie przepada za tą firmą ale niektóre produkty od nich bardzo pozytywnie mnie zaskakują. Trzymajcie jutro za mnie kciuki! :)

środa, 5 lipca 2017

Ustronie Morskie - czyli nasz tegoroczny urlop


Cześć Słoneczka! Dzisiaj trochę luźniejszy pościk, bo w klimacie typowo wakacyjnym i na topie, czyli polskie Morze. Nasz Urlop nie trwał długo, bo zaledwie 4 dni, był to dłuższy czerwcowy weekend. Czyli rozpoczęcie sezonu nad morzem. Ludzi jak się domyślacie nie było za wiele, wszystkie budki i stragany jeszcze pozamykane no i niezbyt ciepło. Zdecydowaliśmy się na Ustronie Morskie, nigdy wcześniej tam nie byłam. Jest to mała mieścina położona 20km od Kołobrzegu. W tamtym roku nie byliśmy nigdzie na wakacjach i w tym również ubogo to wygląda ale liczę na kolejny rok i porządny urlop! Jeśli chodzi o miasto w którym byliśmy, nie zrobiło na mnie żadnego szału. Ale znaleźliśmy ekstra lokalizację jeśli chodzi o nocleg. Willa stała dosłownie 150m - 200m od morza. Z okna widziałam plażę a doba kosztowałą tam tylko 50zł/osoba. Podejrzewam, że w sezonie ceny mogą pójść w górę. Przemili właściciele z całego serca polecam Willę Perłę na ulicy Chrobrego 55 w Ustroniu Morskim. Nie będę Was już więcej zanudzała, czas na fotki. Z góry przepraszam Was za jakość ale wszystko robione było telefonem. Miałam ze sobą lustrzankę ale przeleżała prawie cały urlop w pokoju, nie chciało mi się jej wszędzie targać. Miłego oglądania :)


Plaża w Ustroniu Marskim jest bardzo bardzo krótka, w pewnych momentach kiedy jest przypływ plaży w ogóle nie ma. Tutaj dla mnie minus, uwielbiam szerokie plaże :)







Zakochałam się w tym zdjęciu!



Także ja w tym roku urlop mam już za sobą. Jak u Was to wygląda wybieracie się gdzieś? Jakie macie plany? Byłyście w Ustroniu Morskim?

Wielkimi krokami zbliża się mój egzamin końcowy na kursie, bo już za 2 dni w piątek. Już dopada mnie powoli stres. A we wtorek egzamin ustny. Trzymajcie kciuki! :)

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.