środa, 31 maja 2017

Moje krzywe zęby rok później


Hej Słoneczka! Dzisiaj będzie dużo mnie, czyli dość rzadki widok. Zazwyczaj fotografuję kosmetyki a nie siebie ale dziś zrobię wyjątek, ponieważ chciałabym Wam pokazać moje leczenie ortodontyczne po upływie prawie roku czasu.

Te z Was, którą są tutaj ze mną od początku bloga pewnie widziały mój post ze świeżo założonym aparatem, dla zainteresowanych odsyłam tutaj-klik. Tak w ogólnym skrócie mówiąc, aparat ortodontyczny założyłam ubiegłego roku w sierpniu (nie pamiętam dokładnej daty). Miałam strasznie krzywe zęby i zawsze się ich wstydziłam, jednak nigdy nie było nas stać na to by sprawić mi takie cacko. Jakby nie patrzeć to koszt około 3 tysięcy tak o, do tego należy doliczyć wizyty u ortodonty, leczenie zębów i się zbiera niezła sumka. Musiałam więc poczekać aż przyjdzie czas ale wiedziałam, że na pewno muszę coś z tym zrobić.


Jak widać na powyższych zdjęciach, w tej chwili jest już na prawdę całkiem okej. Nie boję się uśmiechać i czuję się bardziej pewnie. Szczególnie w rozmowie z obcymi ludźmi, zawsze wstydziłam się uśmiechać lub cokolwiek powiedzieć. Czułam ich wzrok na moich zębach. Teraz te uczucia znikły i czuję się o wiele lepiej! :)


Z bliska widać jednak jeszcze dosyć sporą wadę, szczególnie jedynki rzucają się w oko. Ale wierzcie mi, że było z nimi o wiele gorzej. Z lewej strony mam szparę po wyrwanym zębie, która jeszcze się nie zeszła. Aktualnie dodatkowo mam założoną gumeczkę na dwóch zębach obok tej dziury, która ciągnie zęby dodatkowo. Nie mniej jednak jestem świadoma tego, że leczę zęby i to kwestia czasu.


 Mam nadzieję, że zdjęcie nie jest dość odrażające ale chciałam pokazać Wam jak to wygląda od środka i jak wszystko się zmieniło. Dla porównania moje zęby wcześniej (jeszcze bez aparatu na dole):



Jestem zadowolona z efektów leczenia. Tym bardziej, że między wizytami miałam raz aż 3 miesiący przerwy. Nie chodzę na kontrolę co miesiąc (choć powinnam) z racji tego, że mieszkam za granicą. Gdybym była na miejscu wiem, że szło by to o wiele szybciej. Mimo to nie narzekam i z niecierpliwością czekam na efekt końcowy! 


Muszę się Wam przyznać, że aparat ortodontyczny to jak dotąd moja najlepsza inwestycja w siebie. Nie ma się czego bać. Najgorsze dla mnie były tylko wyrwania zębów mądrości (chirurgiczne). Lecz nie jest to konieczne przy każdym leczeniu. Myślę, że efekt końcowy będzie wart tych cierpień :) Warto dbać o swoje zęby Kochane! :)

Ma któraś z Was również aparat na ząbkach? A może jesteście przed zakładaniem lub po? Podzielcie się swoimi doświadczeniami ze mną, chętnie poczytam. Co sądzicie o moich zmianach? :)

poniedziałek, 29 maja 2017

Pielęgnacja miejsc intymnych z Nivea


Cześć Kochane! Powoli zaczynają się coraz cieplejsze dni, zaczynamy się więcej pocić i potrzebujemy dłuższego uczucia świeżości. Nie tylko pod pachami. W czasie upałów warto zadbać także o świeżość naszych miejsc intymnych. Nie zapominajmy o tym. Jak sprawdził się u mnie żel od Nivea? Przekonajcie się.


Na ten produkt natknęłam się dopiero w Niemczech, z racji tego, że jest tutaj dość ubogi wybór jeśli chodzi o żele do higieny intymnej. Na półce stoi tylko kilka buteleczek tego typu. W Rossmannie jest to Fecelle, Nivea oraz Intima Liasan (o którym pisałam już recenzje-klik).

Buteleczka żelu bardzo mi się podoba, jest gustowna, dziewczęca, prosta i ogólnie jestem nią oczarowana. Wybrałam wersję różową sensitive. Dostępna jest również w wesji mild i miętowym kolorze. Zdecydowałam się na róż ze względu na kolorek jak i zapach produktu. Dodatkowo mam dość wrażliwą skórę więc nie chciałam ryzykować. Dużym plusem dla mnie jest tutaj pompka. Po prostu uwielbiam tego typu żele z pompką, gdyż są dla mnie bardzo praktyczne. Nie zacinała się i działa bez zarzutów, to kolejny plus. Za 250ml płynu zapłaciłam około 2,50 euro. Sprawdzając ceny internetowe ok. 14zł.


Konsystencja żelu jest kremowa o białym kolorze. Dosyć wodnista. Zapach jest naprawdę bardzo przyjemny i odświeżający. Nie potrzebujemy dużo płynu do jednorazowego mycia. Delikatnie się pieni, oczyszcza oraz odświeża okolice intymne. Nie piecze, nie czuć żadnego dyskomfortu, jest łagodny. Nie podrażnił mnie w żadnen możliwy sposób. Mimo małej pojemności żelu, użytkowałam go około 2 miesięcy więc śmiało mogę powiedzieć, że jest bardzo wydajny.


Nie żałuję, że sięgnęłam po ten produkt. Nie zawiodłam się i na pewno do niego wrócę gdyż jak już wyżej wspomniałam zbyt wielkiego wyboru tutaj nie mam. Chociaż muszę się przyznać, że podczas pobytu w Polsce zaopatrzyłam się w 500ml ulubioną Ziajkę ;)

Używałyście tego żelu do higieny intymnej? Macie swoich ulubieńców? Chętnie ich poznam :)

niedziela, 28 maja 2017

Depilacja twarzy z Bielendą


Witajcie Kochane! Delikatne włoski na twarzy to chyba nie tylko moja zmora. Osobiście mam problem z wąsikiem, rosną mi dość ciemne włoski, które uwydatniane są dodatkowo po wykonaniu makijażu. Nie wygląda to zbytnio estetycznie. Ostatnio aż się przeraziłam siedząc na fotelu u ortodonty. Pani Doktor podała mi lusterko, chcąc pokazać mi jak powinnam założyć gumeczkę na zęba, ale mój wzrok skupiony był na czym innym. Oświetlony został mój cały wąsik. Ale mi było wstyd! I nie wiem teraz jak poradzę sobie z tą gumęczką haha :P Tak czy siak mam dziś dla Was recenzję dwóch kremów do depilacji. Jak się u mnie sprawdziły?


Pierwszy produkt to bardzo delikatny krem do depilacji typowo twarzy, czyli okolice wąsika oraz podbródka. W kartonowym opakowaniu znajduje się tubka o pojemności 15ml, kompres łagodzący (niestety już zużyłam) oraz szpatułka. Za takie pudełeczko musimy zapłacić około 12zł. Jeśli chodzi o oprawę graficzną to jest naprawdę urocza, piękne odcienie brzoskwini w połączeniu z bielą. Tubka z naszym produktem jest mała i poręczna, bezpośrednio z niej możemy nakładać produkt na skórę. Minusem jest to, że niestety wszystko się rozlewa na boki, gdyż sam krem jest dosyć wodnisty. Dużo produktu zostaje na opakowaniu po czym zasycha.


Jeśli chodzi o zapach kremu, nie ma się co oszukiwać, jest tragiczny. Niestety po zakończeniu całego procesu również jest wyczuwalny i długo utrzymuje się na skórze. Pomyślałam sobie, że skoro taki śmierdziel z niego to może chociaż jego działanie będzie satysfakcjonujące? Coś za coś. Ale bardzo się rozczarowałam. Moich podejść do niego było wiele, aż w końcu zrezygnowałam. Dlaczego? Ponieważ smarując nim wąsika miałam nadzieję, że się go pozbęde, do czego ostatecznie nie doszło. Próbowałam nakładać grubą warstwę, jak zaleca producent, włoski nie schodziły. Nawet przy wydłużaniu czasu. Dodam, że nie mam nie wiadomo jakiego grubego ani ciemnego wąsika. Jestem blondynką. Byłam w szoku, że produkt sobie z nim nie poradził. Nawet próbując kilkakrotnie pod rząd, nie było efektów.


Podsumowując nie polecam Wam tego produktu. Mimo pięknego opakowania, jak na takie preparaty, totalnie nie zdaje egzaminu. Lepiej możecie wykorzystać te 12zł. Krem nie robi po prostu nic, oprócz smrodu na naszej buźce.


Przy okazji uchwyciłam moje pazurki, które fajnie się wkomponowały w fotkę i kolorystykę. Hybryda Semilac 130 Sleeping Beauty. Uwielbiam ten kolorek, idealny na lato.


Drugi produkt pochodzi również z firmy Bieledna. Ten natomiast przeznaczony jest do ciała, twarzy oraz bikini. Nie jest dodatkowo ekstra delikatny. Podobnie jak w pierwszym kremie, ten również zapakowany jest w kartonik a w środku znajduje się: krem o pojemności 100ml oraz szpatułka. Za taki zestaw płacimy około 8zł. Oprawa graficzna podoba mi się troszkę mniej nieżeli tego z brzoskwiniowymi dodatkami aczkolwiek nie odpycha. W tym przypadku tubka jest dosyć duża, co za tym idzie, musimy nanieść produkt na szpatułkę a później na twarz. Przynajmniej ja tak robię. Konsystencja kremu dosyć wodnista jak w przypadku pierwszego. Tutaj zapach jest naprawdę przyjemny, co bardzo miło mnie zaskoczyło. Nie śmierdzi mi zaraz pod nosem a nawet ładnie pachnie.


Działanie kremu również miło mnie zaskoczyło, bo faktycznie po naniesieniu i odczekaniu 5 minut wszystkie niechciane włoski zniknęły bezproblemowo. Myślę, że produkt starczy na długi czas, zważając na to, że nie potrzeba go wiele do użycia. Oczywiście jeśli mówimy tutaj o depilacji wąsika. Podsumowując ten oto produkt, jestem na prawdę mega mega zadowolona. Nie spodziewałam się tak pięknego zapachu i działania w jednym. Polecam z czystym sumieniem!

Jakich kosmetyków używacie do depilacji twarzy? Miałyście produkty o których dziś wspomniałam? Piszcie w komentarzach! :)

PS. U nas już tak cieplutko, że pierwszy wypad na odkryty basen mam już za sobą! Jaka pogoda u Was? :)

środa, 24 maja 2017

Letnia kąpiel w rytmie pomarańczy


Cześć Słoneczka! U mnie już coraz cieplej, dziś nawet zaszalałam i wskoczyłam w sukienkę i to bez konieczności ubierania rajstop. Patrząc na prognozę pogody na kolejny tydzień, buźka sama mi się cieszy! Temperatury od 24 do 27 stopni - idealnie. Już mam w planach wielkie opalanie mojego bladego ciałka. Niestety przy tak pięknej pogodzie, nie chce się uczyć a egzaminy zoraz bliżej. Muszę się zmobilizować, bo dużo pracy przede mną. A dziś przygotowałam dla Was rezenzję żelu pod prysznic od Nivea.


To nie moje pierwsze spotkanie z owym produktem, bowiem gościł on w mojej łazience niejednokrotnie. Jak widać znowu do niego powróciłam, chyba nie mogę się oprzeć temu zapachowi. Jest specyficzny, intensywna pomarańcza zmieszana ze słodką substancją. Konsystencja żelu jest kremowa, dzięki czemu potrzeba bardzo niewiele produktu do umycia całego ciała. Dobrze się pieni, nawilża skórę no i cudownie pachnie. Dodam jeszcze, że zapach utrzymuje się dosyć długo na ciele. Często wyczuwalny był jeszcze rano. Kąpiel z tym żelem, przypomina mi zawsze takie mini spa.


Opakowanie jest typowe dla produktów tej marki. Prosta, klasyczna i przejrzysta grafika. Otwieranie na klik, bardzo poręczne, nie sprawia problemów przy otwieraniu mokrymi rękoma. Wszystkie informacje umieszone są na odwrocie buteleczki. Pojemność produktu to 250ml, za który w Niemczech zapłaciłam 1,50 euro. Pamiętam, że w polskich Rossmannach kiedyś kupowałam duże opakowania 500ml za około 10zł na promocji. Czyli cena jak najbardziej korzystna.


Jeżeli chodzi o wydajność to tą buteleczkę mam od około miesiąca i rzecz jasna stosuję codziennie. Została mi jeszcze resztka, która myślę, że starczy mi jeszcze na około tydzień. Na opakowaniu przyklejona jest naklejka "edycja limitowana" ale produkt ten jest już długi czas na półkach drogerii. Podsumowując z czystym sumieniem mogę polecić Wam żel od Nivea. Jestem z niego bardzo zadowolona i wracam do niego już któryś raz z kolei.


Lubicie markę Nivea? Miałyście kiedyś ten żel? Jaka jest Wasza opinia? Miałyście inny żel z tej firmy? Jakie lubicie żele pod prysznic? Piszcie chętnie poznam Waszą opinię! :)

wtorek, 23 maja 2017

Czas na piękne nogi z Balea


Hej Kochane. Jak widzicie wracam na stare śmieci, że tak powiem. Brakowało mi pisania o kosmetykach no i dłużej już nie wytrzymam w tej ciszy! Stwierdziłam, że będzie po troche wszystkiego, czyli w sumie tak jak było tutaj na początku. Wkurzam się sama na siebie, że jestem taka niezdecydowana i w ogóle. Pewnie macie już dość moich zmian co chwilę ale liczę na zrozumienie :) Nie przedłużając już.. czas na piękne nóżki. Lato już co raz bliżej, robi się coraz cieplej i powoli wskakujemy w spódniczki, szorty oraz sukienki. Z tego tytułu kończy się nasze błogie zimowe lenistwo bez golenia nóżek hihi :)


Przedstawiam Wam dzisiaj piankę do golenia nóg od Balea, pewnie większość z Was już o niej słyszała. Markę Balea można nabyć w znanych niemieckich drogeriach DM, także dostępność tych produktów w Polsce jest nieco ogarniczona. 150 ml żelu mieści się w ślicznym opakowaniu, w zależności od zapachu. Każdy zapach ma swoją szatę graficzną. Zazwyczaj na półce są maxymalnie 2 rodzaje ale zmieniają się co jakiś czas. Tym razem trafiłam na grejfrutową woń. Do zapachu początkowo nie byłam przekonana ale urzekły mnie flamingi, których motyw jest ostatnio dosyć popularny.


Opakowanie żelu kosztuje lekko ponad 1 euro, tzn. 1,10 lub 1,05 nie pamiętam dokładnie. Tak czy siak to stosunkowo niska cena. Jeśli chodzi o mnie to golę nogi przeważnie co 2-3 dni. Jedna buteleczka starcza mi od 4 do 5 tygodni. Myślę, że to dobry wynik. Jeśli chodzi o zapach pianki, nie spodziewałam się, że tak mnie oczaruje. Nie jestem fanką grejfrutów ale naprawdę robi robotę! Czuć w nim po prostu lato, ciepło oraz świeżość. Żel przeznaczony jest dla skóry wrażliwej. Powiem Wam, że całe życie goliłam nogi wspomagając się żelem pod prysznic i odkąd spróbowałam pianki, nigdy więcej nie wrócę do żelu. Dlaczego?


  1. Z żelem mam pewność, że nie ominęłam żadnego miejsca na nogach. Nie mam obaw, że siedząc wieczorem na kanapie dopatrze się niedoskonałości i  będę musiała latać co chwilę po maszynkę do golenia i poprawiać by było idealnie!
  2. Skóra po goleniu żelem jest jak pupcia niemowlęcia! Nawilżona, pachnąca no i wiadomo gładziutka. 
  3. Przy goleniu nóg z żelem mam mniejsze prawdopodobieństwo zacięcia się (choć zdarza mi się przy nowych maszynkach ale znacznie rzadziej!). 

Buteleczka jest porządna. Aplikacja jak przy każdej piance do golenia. Wystarczy naprawdę niewielka ilość do użycia. Pianka rośnie w oczach.

Skład:




Żel jest w kolorze różowym, w chwili smarowania nóg zmienia barwę na białą, co możecie zobaczyć na obrazku niżej. 


Podsumowując mogę Wam z czystym sumieniem polecić ten żel do golenia nóg. Szata graficzna prześliczna (ciężko się oprzeć), cena bardzo korzystna, działa oraz pachnie ekstra, wystarcza na długo - czego chcieć więcej? 

Miałyście kiedyś ten żel do golenia? Używacie żelów do golenia? A może wspieracie się żelami pod prysznic? Piszcie w komentarzach, chętnie poznam Wasze opinie! :)

piątek, 12 maja 2017

Podsumowanie zbiorowe marzec/kwiecień/maj

Cześć Słoneczka! Te z Was które mnie obserwują zauważyły na pewno, że znowu mieszam na blogu. Tak, usunęłam wcześniejsze posty dotyczące życia w Niemczech i w ogóle. Wiecie co? Nie czuję się totalnie w tym temacie. Myślę, głowię się o czym mogłabym wam opowiedzieć i dochodzę do wniosku, że po prostu nie znam na tyle dobrze życia tutaj aby coś więcej o nim napisać. Albo może nie ma nic interesującego co należałoby poruszyć? Tęsknie za blogiem, co kilka dni tu zaglądam i myślę co tu począć. Czy wrócić do kosmetyków, czy po prostu pisać luźno co mi na myśl przyjdzie. Sama nie wiem Dziewczyny. Lubię blogować i sprawia mi to wiele przyjemności. Na razie jestem w mega wielkiej kropce. Dlatego też dzisiaj postanowiłam dodać lubianą przez Was serię mixu fotek z mojego życia. Mam nadzieję, że przyjemnie Wam się będzie oglądało :) Ja natomiast muszę intensywnie pomyśleć nad blogiem i jego dalszą tematyką. Chcecie dalej posty kosmetyczne? Ostatnio zauważyłam, że bardzo wzrosły wyświetlenia moich starszych postów czyli jednak je czytacie i bardzo mi miło z tego tytułu. Chyba potrzebuję więcej czasu :)


Takie cuda tworzy mój Ukochany byle by mnie namówić na słodyczki :)


Moje pierwsze ćwiczonka z E. Chodakowską ;) 


Selfie srelfi ;)


W końcu poszedł w ruch mój zakurzony blender ;) koktajl truskawkowo-bananowy :)


Zawsze musi palnąć jakąś głupią minę :D


Chyba jeszcze nie jestem taka gruba skoro mnie podnosi :D 


Lustereczko :) 


Aktywny czas :)


Tyle szczęścia, ząbki powoli powoli zaczynają wyglądać ;) 


Selfie w przerwie rowerkowania ;)


Selfie w lusterku :)


Tym razem koktajl malinowy :)


Przerwa na rowerku :)


Placuszek, koktajl czyli takie małe szaleństwo w kuchni :)


Selfi na kanapie ;)


Piękne słoneczko :)


I jeszcze trochę słoneczka :)


Profilowe :D 


Przymiarka przed weselem w czerwcu - weszłam! :D


Misie :D


Z koleżanką z grupy :)


Majóweczka w Heiderberg - mój brzuch wygląda conajmniej jak ciążowy! :o


Zwiedzanko :)

  
I dalej my na zamku :)


Selfik ;)


Uwielbiam ogródki piwne ;)


Jeszcze z Zamku ;)


Zaczęłam czytać ale na razie bez rewelacji i mnie nie wciągnęła - czy jestem dziwna? :D


Selfie ;)


Pełny uśmiech z moimi krzywymi ząbkami :)


Moja pierwsza próba malowania cieniami - o matko :D


Wiosennie się zrobiło u Nas :)


No i na koniec rowerek :)

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam, trochę się tego nazbierało przez tyle czasu. Jak pogoda w Waszych miastach? Wiosennie czy nieszczególnie? Jakbyście mogły wyrazić opienie co byście zrobiły na moim miejscu z blogiem byłabym bardzo wdzięczna. Rozmyślam jeszcze pisanie po prostu co się dzieje u mnie ale czy to kogoś w ogóle obchodzi? Sama nie wiem. Aaa jutro jadę do Polski na 4 dni, na wariackich papierach jak zawsze. Ortodonta, dentysta, komunia także nic zbytnio przyjemnego. Mam nadzieję, że tym razem będę jechała nie dłużej niż 12 godzin. A dzisiaj jeszcze wieczorem musimy zaliczyć małą imprezkę więc nie wiem jak jutro rano wstanę! Ale trzymajcie kciuki :) Jak chcecie być na bieżąco z fotkami to zapraszam: https://www.instagram.com/caluski121/ :) Okej Kochane, życzę Wam miłego wieczorku i całego weekendu oczywiście ze słoneczkiem! :) 

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.