poniedziałek, 20 listopada 2017

MATOWA SZMINKA W PŁYNIE MARK - NOWOŚĆ od Avon


Witajcie Słoneczka! Pewnie większość z Was słyszała już o nowych szminkach w płynie, które na rynek wypuściła firma Avon. Dla tych, które nie wiedzą.. szminki występują w dwóch wersjach: matowej oraz błyszczącej, każda wersja posiada 10 różnych odcieni. Ich cena wacha się koło 20zł, w promocji można kupić je nawet za 17zł. Więc cena jest całkiem przystępna, opinie które przeczytałam na temat wersji matowej (czyli tej co posiadam i ja) są pozytywne, a jak sprawdziła się u mnie? O tym dowiecie się niżej :)


Moja szminka to wersja matowa w odcieniu Irresistible. Lubię testować nowości, więc kiedy tylko pojawiła się w katalogu, koniecznie musiałam ją mieć! Szminka przyszła do mnie zabezpieczona dodatkowo w kartonik, zresztą bardzo gustowny. Już przy pierwszym użyciu byłam zaskoczona, jak gładko sunie po ustach, niczym muśnięcie. Kiedy czytałam opinie na innych blogach i dziewczyny właśnie o takim muśnięciu pisały, nie mogłam sobie tego wyobrazić ale opis był jak najbardziej trafny! Szminka cudownie nadaje kształt ustom. Jest dobrze napigmentowana i pachnie bardzo malinowo.


Teraz najważniejsza kwestia, a mianowicie trwałość. Chyba każda z Nas wymaga dobrej trwałości od szminek, żadna z Nas nie chce się martwić o to, że podczas ważnego wyjścia będzie musiała co chwile latać do toalety "przypudrować nosek". Powiem Wam, że ta szminka w płynie to dla mnie przełom w trwałości, jeśli chodzi o kosmetyki tak tanie. Miałam sporo szminek, bo lubię i już, i żadna nie wytrzymała tyle co ta! Dziewczyny pomalowałam się nią o godzinie mniej więcej 9 rano przed wyjściem, byłam na kawie, jadłam i dacie wiare, że o godzinie 15 dalej była na moich ustach? Aż mi samej ciężko w to uwierzyć! Szminka nie rozmazała się, zaczęła delikatnie ścierać się od środka ale naprawdę bardzo niewidocznie. Nowy produkt od Avon bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i idealnie nada się na imprezy. Na pewno sięgnę jeszcze po inne odcienie!


Co do wersji błyszczącej naczytałam się dosyć sporo negatywnych opinii i jakoś mnie zniechęciły do kupna. Natomiast wersję matową mogę Wam jak najbardziej polecić z ręką na sercu!


Tak szminka prezentuje się na ustach, w rzeczywistości jest jeszcze bardziej intensywna. Odcień jest dosyć odważny, ciemnomalinowy jak dla mnie. Miałyście już nowe szminki w płynie od Avon? Jak spisały się u Was? Wiem, że wiele z Was nie trawi Avon ale może nowości Was skuszą? :)

wtorek, 14 listopada 2017

BODYBALM ARGANOIL ISANA


Cześć Kochane! U mnie po wielu dniach szarości, dziś zawitało piękne słońce i błękitne niebo - aż chce się żyć! Też tak macie? :D Chodząc wczoraj po centrum z koleżanką, totalnie wkręciłam się już w świąteczny klimat. Wszędzie choinki, mikołaje, piękne ozdoby i powiem Wam, że zaczęłam myśleć powoli nad prezentami. Nawet kilka już sobie upatrzyłam. W sumie warto wcześniej wszystko zaplanować i nie latać z wywieszonym językiem kilka dni przed świętami jak to zwykle u mnie bywało :) A jak wygląda to u Was? Macie już pomysły na podarunki dla najbliższych?


Balsam ISANA z olejkiem arganowym, dorwałam już jakiś czas temu za 99 centów. Zachęciła mnie oczywiście cena, która była niższa niż zwykle aż o 30 centów, no ale przecena to przecena. Przyciągnęła mnie i dałam się złapać. Opakowanie produktu jest bardzo przyjemne, nie robi szału ale też nie odrzuca. W środku mieści się 200ml balsamu. Zamykanie na klik, chodzi bez zarzutów. Balsam przeznaczony jest dla bardzo suchej skóry.


Konsystencja produktu jest dosyć rzadka jak na produkt, który ma dobrze nawilżyć naszą skórę. Pachnie całkiem przyjemnie lecz zdecydowanie zbyt mało intensywnie. Zapach jest ledwo wyczuwalny i trzeba mocno wytężyć węch aby coś poczuć. Nie muszę już chyba wspominać o tym, że na ciele również go nie czuć, no może kilka minut po nałożeniu. Z nawilżaniem radzi sobie raczej średnio. Nie przesusza skóry ale też nie nawilża jej odpowiednio mocno. Zaznaczę, że nie jestem osobą o bardzo przesuszonej skórze więc u osób wymagających mocnego nawilżenia nie zda egzaminu w ogóle.


Troszkę dałam się złapać na promocję, jeśli chodzi o ten produkt. Kupiłam go bardzo spontanicznie, pod wpływem chwili i nie był to dobry wybór. Nie jest to jakiś najgorszy balsam na świecie, raczej taki przeciętniaczek dla mniej wymagających osób. Dla mnie balsam musi mocno nawilżać i pięknie pachnieć długi czas na skórze. Ten niestety nie zdał egzaminu u mnie i nie kupię go ponownie. Tak czy siak, nie była to duża kwota i nie żałuję.


Miałyście balsamy od Isany? Jak się u Wam spisują? Jakie są Wasze ulubione balsamy do ciała, takie które intensywnie i długo pachną na skórze? Chętnie poznam coś nowego! :)


piątek, 10 listopada 2017

MAŚĆ Z SULFOBITUMINIANEM AMONOWYM czyli walka z pryszczami


Hej Słoneczka! Od kilku miesięcy nie poznaje swojej twarzy. Jeszcze w wakacje cieszyłam się dobrym stanem cery, wiadomo że w okresie miesiączki wyskakiwało mi kilka pryszczy ale znikały lub miałam ich dosłownie kilka i były do przeżycia. Natomiast ostatnio nie mogę patrzyć na moją twarz. Oprócz pryszczy mam czerwone plamy, blizny i kompletnie nie wiem jak sobie z tym poradzić. Wydaje mi się, że załatwiłam się olejem rycynowym, który przytrzymałam za długo na twarzy, bo od tego czasu zdecydowanie się u mnie pogorszyło, jednak nie jestem pewna. Od tego czasu próbuje wielu sposobów na poprawienie stanu mojej cery aby uniknąć wizyty u dermatologa, tabletek i innych cudów wianków. Podczas poszukiwań w Internecie natknęłam się na MAŚĆ Z SULFOBITUMINIANEM AMONOWYM, zresztą znalazłam post o niej u jednej z Was na blogu i mnie zainteresowała. Jak sprawdziła się u mnie?


Od producenta:

Skład
100 g maści zawiera 10 g sulfobituminianu amonu.

Wskazania
W ropnych stanach zapalnych skóry, owrzodzeniach, czyrakach, trądziku wtórnie zakażonym, stłuczeniach, zapaleniu żył, jako środek przeciwzapalny, bakteriostatyczny, ułatwiający odchodzenie ropy.

Dawkowanie
Zwykle 1-2 razy dziennie nakładać maść na chore miejsca skóry.



Maść dostajemy w kartonowym pudełeczku na którym znajdziemy mnóstwo informacji dotyczących leku. W środku znajduje się tubka, w której mieści się 20g produktu. Za taką pojemność płacimy w aptece zaledwie 2,49zł. Trzeba przyznać, że cena jest bardzo atrakcyjna jak na lek, który miałby nam pomóc w walce z trądzikiem. Maść ma kolor ciemno brązowy, jest dosyć gęsta, łatwo się ja nakłada. Niestety produkt strasznie śmierdzi, mi przypomina to zapach świeżo lanego asfaltu.


Zrażona zapachem, postanowiłam zacząć kurację maścią. Producent zaleca jej stosowanie od 1-2 razy dziennie, co w moim przypadku było wręcz niemożliwe. Nie stosowałam się do tego z racji tego, że podczas normalnego dnia w pracy mam na sobie makijaż a maści nie jesteśmy w stanie nałożyć pod podkład, głównie ze względu na kolor i smród. Więc podczas kuracji trzeba być w domu i to bez makijażu. Troszkę mi to utrudniało moje leczenie. Kiedy miałam wolne siedziałam wysmarowana maścią całe dnie, jednak nie było to tak systematyczne jak powinno. Maść powoduje, że pryszcze wychodzą na zewnątrz same. Podczas kiedy siedziałam z maścią na twarzy, czułam czasami swędzenie, co tłumaczyłam sobie tym, że produkt działa.


Pomyślicie pewnie - dlaczego nie użyłam maści na noc? Jej kolor jest intensywny, brudzący (o czym przekonałam się na własnej skórze) oraz ciężko go sprać. Oczywiście jeśli macie jakiegoś pojedynczego pryszcza i chcecie się go pozbyć podczas nocy, możecie śmiało się posmarować i zakleić miejsce np. plastrem. W moim przypadku jest to za duża powierzchnia twarzy, która potrzebowałabym wysmarować, więc muszę stosować maść w ciągu dnia.


Lek uporał się u mnie z dużymi pryszczami, podczas kilku smarowań wszystko ze środka mi powyłaziło i w tej chwili wygląda o wiele lepiej. Jednak jeśli chodzi o zaczerwienienia oraz jakieś blizny po starych pryszczach tutaj nie wiele maść zdziałała w moim przypadku. Nie widzę różnicy. Mała rada na temat przechowywania leku. Polecam zostawić go w kartoniku, ponieważ samoistnie lubi się wylewać i dużo maści niestety ląduje w zakrętce a co się z tym wiąże również sporo produktu ląduje na kartoniku w środku. Więc jeśli nie chcecie zapaćkać sobie łazienki, szafki czy koszyczka to polecam zostawić produkt w kartoniku :)


Zamierzam dalej stosować tą maść, ponieważ poradziła sobie z dużymi nieprzyjemnymi pryszczami. Ale na blizny i resztę niedoskonałości muszę znaleźć inny środek. Może mi coś polecicie? Znacie ten maść? Macie problemy z trądzikiem i pryszczami tak jak ja? Piszcie w komentarzach, chętnie poznam Wasze zdanie! :)

wtorek, 7 listopada 2017

ALVERDE naturkosmetik GEL MAKE-UP | EBELIN MAKE-UP PINSEL


Cześć Słoneczka! Ten tydzień w Polsce zleciał nam w mgnieniu oka. Nie miałam zbytnio czasu na to by tutaj zajrzeć, plan był jak zawsze napięty. Mieliśmy wiele do załatwienia i zrobienia, oczywiście nie wszystko udało się zrealizować w tak krótkim czasie, jednak jesteśmy zadowoleni. Powiem Wam, że wyjątkowo tym razem nie chciałam tak ochoczo wracać do Niemiec. Mało czasu spędziłam z rodziną i czuję pewien niedosyt, tym bardziej że nie wiem jak wyjdzie z naszym przyjazdem na święta, bo jak na razie wszystko się komplikuje. Zestaw z pierwszego zdjęcia to prezent urodzinowy od mojej koleżanki. Dostałam: Podkład Alverde GEL MAKE-UP 10 SOFT HONEYEBELIN MAKE-UP PINSEL oraz pomadkę Long Lasitng Lipstick, o której pisałam niedawno tutaj. Dzisiaj po dość długich testach przyszedł czas na pozostałą dwójkę - jesteście ciekawe jak spisały się u mnie? Zapraszam dalej :)


EBELIN MAKE-UP PINSEL - jak sama nazwa i wygląd wskazuje pędzel służy do nakładania podkładu. Muszę się Wam przyznać, że to mój pierwszy pędzel. Zawsze zakładałam podkład dłońmi i żałuję, że zaczęłam używać pędzla dopiero teraz. Produkt dostajemy bardzo fajnie zapakowany, mamy pewność, że nikt go wcześniej nie używał. Plastikowe pudełeczko u góry pędzla, otwiera się i możemy go w nim trzymać. Ja jednak z niego zrezygnowałam i wyrzuciłam, czego troszeczkę pożałowałam jak zaczęłam się pakować na wyjazd do Polski. Na szczęście pędzel przeżył podróż w kosmetyczce bardzo dobrze i nic się z nim nie stało.


Rączka pędzla jest czarna i posiada napis firmy. Wykonana jest bardzo porządnie. Włosie jest twarde a zarazem miękkie. Włoski nie uginają się mocno podczas nakładania co sprawia, że aplikacja podkładu jest bardzo szybka, dokładna i przyjemna. Produkt dostępny jest w drogerii niemieckiej DM, jego koszt to ponad 4 euro, czyli cena bardzo bardzo przyjemna i do tego radzi sobie bardzo fajnie. Nie mam niestety porównania ale nie mam się czego czepić.






ALVERDE naturkosmetik GEL MAKE-UP - czyli podkład w formie żelu.

Od producenta:

Podkład w formie żelu do makijażu wyjątkowo lekki, odświeżający  o matowym wykończeniu.Odbijające światło pigmenty zapewniają promienny cerę. Zawiera ekologiczne wyciągi z oczaru wirginijskiego i cytrynowej melisy oraz hialuronian sodu.Produkt przebadany dermatologicznie dostępny w czterech wersjach kolorystycznych, pojemność opakowania 30 ml.

SKŁAD:
Aqua, Glycerin, Pyrus Malus Fruit Water, Silica, Xanthan Gum, Phenethyl Alcohol, Sclerotium Gum, Lysolecithin, Pullulan, Coco-Glucoside, Sodium Hyaluronate, Citric Acid, Hamamelis Virginiana Bark/Leaf/Twig Extract*, Melissa Officinalis Leaf Extract, Limonene**, Benzyl Salicylate**, Benzyl Alcohol**, Parfum, [+/- CI 77491, CI 77492, CI 77499, CI 77891] * ingredients from certified organic agriculture ** from nat. ess. oil


Podkład mieści się w małym szklanym słoiczku z zielono-złotą zakrętką. W moim przypadku produkt zawiera tylko 16,5ml a nie tak jak pisze producent 30. Odcień, który posiadam to numerek 10 SOFT HONEY. Mam bardzo jasną karnację i ten kolor pasuje mi idealnie. Kolor jest dosyć chłodny, mógłby być minimalnie cieplejszy ale nie narzekam. Produkt kosztuje lekko ponad 4 euro w drogerii niemieckiej DM, możecie go również dorwać tutaj.


Konsystencja podkładu to jak dla mnie taki bardziej lekki mus niż żel. Pachnie obłędnie, jak tylko go otwarłam siedziałam ze słoiczkiem pod nosem i wąchałam :D Z kosmetykiem trzeba niezwykle uważać podczas nakładania, ponieważ bardzo szybko zasycha. Nie można nałożyć go także zbyt dużo, ponieważ efekt jest przeciwny do zamierzonego. W nadmiarze roluje się i nie wygląda to estetycznie. Krycie ma całkiem dobre, zważając na to co mam teraz na twarzy (dużo pryszczy). Podkład niestety wysusza oraz tak jakby osiada na pryszczach, powodując, że wyglądają jeszcze gorzej. A próbując nałożyć go jeszcze więcej.. hm trzeba zmyć wszystko i zacząć od nowa.


Ogólnie na początku użytkowania byłam zadowolona z jego działania ale z biegiem czasu pokazał kilka swoich wad, których nie jestem w stanie zaakceptować. Głównie rolowanie się przy minimalnie większej ilości (czasami potrzebuję naprawdę dobrze przykryć niedoskonałości) oraz osadzanie na pryszczach powodując, że są wielkimi beżowymi bombami, które wyglądają okropnie. Jeśli chodzi o trwałość nie radził sobie jakoś tragicznie ale też nie zadowalająco. Nie nadaje się na pewno na całonocne balowanie.



Mam dosyć mieszane odczucia co do tego podkładu jednak bardziej mnie zniechęcił niż zachęcił do kolejnego opakowania. Myślę, że ten słoiczek jeszcze wymęczę na jakieś okazje szybkiego wyjścia z domu na chwilę. Nie zamierzam kupić go ponownie.


Mam nadzieję, że Was nie zamęczyłam i wytrwałyście do końca. Znacie tą markę i ten podkład? Miałyście a może słyszałyście? Jakie są wasze opinie? Jakich podkładów oraz pędzli używacie? Chętnie poznam Wasze propozycje :)

niedziela, 22 października 2017

HNM GEL POLISH SOAK-OFF UV&LED - HYBRYDA Z ALIEXPRESS


Cześć Słoneczka! Jakiś czas temu zamówiłam sobie lakiery hybrydowe z AliExpress, o których pisałam tutaj. Dzisiaj przyszedł czas na recenzje jednego z nich. Kolorek, który gościł na moich pazurkach nosi numerek 1477. Wiem, że niewiele Wam to mówi ale mowa o mocnym różu kojarzącym mi się z wakacjami, flamingami i plażą. Lakier zakupić można tutaj. Zainteresowanych zapraszam dalej :)


Lakier mieści się w białej szklanej buteleczce o pojemności 8ml. Za taką pojemność, na chwilę obecną płacimy 1,36$. Na opakowaniu niestety nie widnieją żadne oznakowania dotyczące koloru ale nie jest to wielką przeszkodą. Konsystencja lakieru jest bardzo zbliżona do tych od Semilac, wydaje się minimalnie gęściejsza. Pędzelek nie jest za miękki, wielkość ma idealną i maluje się nim o niebo lepiej niż lakierami od Semilac, co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło! Pędzelek daje możliwość idealnie dojechania do skórek bez większego kombinowania i starania!


Lakiery hybrydowe na paznokciach trzymam 2 tygodnie maksymalnie. Zdarzało się 3 ale moje odrosty wtedy aż raziły na kilometr! Przez ten okres produkt zachowywał się podobnie do tych lakierów za 30zł. Nic się z nim nie działo. Stosowałam do nich bazę oraz top od Semilac. Paznokcie były w dobrym stanie, gdyby nie odrost myślę, że do 3 tygodni spokojnie by wytrzymały ;) Jednak jeśli chodzi o stopy to troszeczkę się zawiodłam. Normalnie u stóp lakier hybrydowy trzyma mi się zazwyczaj długo (przy używaniu Semilac) nawet do miesiąca czy ponad. Nic się z nim nie dzieje, nie odchodzi, widać tylko odrost, który nie jest duży. Jeśli chodzi o lakier HNM to niestety po tym okresie lakier zaczął odchodzić płatami od paznokci u stóp. Jednak nie mam co narzekać, bo miesiąc wytrzymał no ale porównując go do droższych lakierów tutaj nie sprostał zadaniu.


Tak kolorek prezentuje się w opakowaniu i na pazurkach.



Podsumowując lakier z AliExpress jestem zadowolona, posiada praktycznie taką samą trwałość co lakiery z wyższej półki! Myślę, że skuszę się w przyszłości jeszcze na inne kolorki. Miałyście do czynienia z tym produktem? Zamawiacie lakiery hybrydowe na Ali? Może znacie jeszcze jakieś firmy warte uwagi? Chętnie skorzystam i wypróbuję coś innego :) U mnie powoli od poniedziałku zaczną się przygotowania do wyjazdu do Polski, który już w najbliższy piątek. Psychicznie szykuję się już na korki, bo pewnie wiele osób tak jak i my zjedzie na Wszystkich Świętych ;) Mam w planie również napisania kilka notek tak aby dodawały się automatycznie pod moją nieobecność ale nie wiem czy czas mi pozwoli :( Tymczasem życzę Wam miłej niedzieli :)

środa, 18 października 2017

LONG LASTING LIPSTICK | NR. 84 TAYLOR’S HIT | UMA cosmetics


Cześć Słoneczka! Uwielbiam mieć mocne, wyzywające usta, które rzucają się w oczy. Nie muszę wtedy robić mocnego makijażu, ponieważ szminka robi całą robotę. Czerwienie to zdecydowanie moje odcienie i dobrze się w nich czuję, szczególnie w okresie jesieni oraz zimy. Dzisiejszy bohater posta, to podarunek urodzinowy. Produkt pochodzi od marki UMA cosmetics, które z tego co się zorientowałam nie są niestety dostępne w Polsce. Pełna nazwa produktu to LONG LASTING LIPSTICK o odcieniu 84 TAYLOR’S HIT. Jak się u mnie sprawdził?


Wiem, że rzuca Wam się w oko od razu ten klej na przodzie ale podejrzewam, że była tutaj cena i nie dawała za wygraną a ja się zgapiłam żeby obrócić to na drugą stronę ;) Opakowanie szminki jest czarne, klasyczne, wykonane z dość twardego plastiku. Nie znajdziemy na nim tak naprawdę żadnych informacji z wyjątkiem odcieniu produktu. Szminka wykręca się bardzo łatwo, nie zacina się.


Odcień 84 TAYLOR’S HIT to krwista czerwień. Bardzo odważna i kobieca - klasyka. Idealnie nadająca się na wieczorne wyjścia czy imprezy. Musze przyznać, że na początku ten kolor mnie trochę przeraził swoją intensywnością lecz kiedy naniosłam go na usta wszelkie obawy zniknęły. Nakłada się ja bardzo łatwo i przyjemnie, nadaje ładnego kształtu ustom. Jej konsystencja mnie zaskoczyła, ponieważ kiedy się nią pomalowałam, miałam wrażenie, że użyłam pomadki ochronnej. Produkt bardzo fajnie nawilża usta.


Niestety szminka nie utrzymuje się na ustach zbyt długo. Przeżyła obiad ale praktycznie kilkanaście minut po jej nałożeniu. Po 2 godzinach zaczęła się dosyć mocno ścierać a po 3 widoczny był tylko zarys ust, tak jakbym obrysowała je sobie kredką. Zaznaczę, że w tym czasie nic nie jadłam. Jedynie napiłam się raz wody z butelki. Dodatkowo produkt zaczął wyjeżdżać poza kontur ust i się rozmazywać.


Skład:

Ingredients: RICINUS COMMUNIS SEED OIL, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, CERA ALBA, CANDELILLA CERA, C10-30 CHOLESTEROL/LANOSTEROL ESTERS, COPERNICIA CERIFERA CERA, BUTYROSPERMUM PARKII BUTER, ALUMINA, ZEA MAYS STARCH, MICA, TOCOPHERYL ACETATE, PHENOXYETHANOL, AROMA, DIETHYLHEXYL SYRINGYLIDENEMALONATE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, BENZYL BENZOATE, ANISE ALCOHOL, BENZYL ALCOHOL, TOCOPHEROL [+/- TIN OXIDE, SILICA, CALCIUM ALUMINUM BOROSILICATE, ALUMINUM HYDROXIDE, SYNTHETIC FLUORPHLOGOPITE, CI 77891, CI 45410, CI 42090, CI 15850, CI 77491, CI 47005, CI 73360, CI 77492, CI 77742, CI 77499, CI 16035, CI 45380].


Produkt kosztuje 3,49 euro, czyli nie jest to jakaś wygórowana kwota, myślę, że adekwatna do jakości produktu. Swoją sztukę na pewno wykończę, jednak nie na dłuższe wyjścia bo ciągle martwiła bym się o stan moich ust. Ponownie jej nie kupię i nie polecam ;)



Tak szminka prezentuje się na ustach:


Znacie markę UMA cosmetics? Może miałyście tą szminkę? Jak się u Was spisała? Polecacie jakieś szminki z dobrą trwałością? Piszcie w komentarzach! ;)

wtorek, 17 października 2017

VEGAN FRIENDLY Masło do ciała KOKOSOWE Bielenda


Cześć Słoneczka! U Was też taka piękna ciepła jesień? U mnie ponad 20 stopni na termometrze i błękitne bezchmurne niebo. Marzenie! Też tak macie że przy takiej pięknej pogodzie chce się Wam wszystko robić? Bo ja tak! Od rana latam, sprzątam, piorę, pościele zmieniam, ogólnie armagedon ale bardzo pozytywny. Obiadek się gotuje a tymczasem mam dla Was recenzję masła do ciała od Bielendy. Produkt ten podpatrzyłam sobie u którejś z Was na blogu i bardzo mnie zaciekawił. Jesteście ciekawe jak sprawdził się u mnie?


Od producenta:

Aksamitnie kremowe Masło do ciała wzbogacone o naturalny OLEJ KOKOSOWY  to idealny sposób na poprawę wyglądu i kondycji skóry całego ciała, w przyjaźni z naturą.
Pojemność 250 ml
Działanie
Dzięki wysokiej zawartości naturalnych składników olejowych oraz antyoksydantów, masło aktywnie dba o skórę, ujędrnia ją, nawilża i uelastycznia, przywracając niezwykłą gładkość i sprężystość. Intensywny  naturalny zapach kokosa poprawia samopoczucie, aktywizuje i dodaje energii.
Efekt
Naskórek pozostaje zregenerowany, odnowiony i zabezpieczony przed nadmiernym przesuszeniem.
Stosowanie
Produkt wmasować w skórę całego ciała; do codziennego stosowania całorocznego.

Skład:


Masło do ciała mieści się w pięknym plastikowym słoiczku o pojemności 250ml. Opakowanie dodatkowo zabezpieczone jest folią, dzięki czemu mamy pewność, że produkt jest nowy. Na słoiczku znajdziemy wszystkie przydatne informacje. Produkt ważny jest 4 miesiące od otwarcia. Koszt masła to aktualnie w Rossmannie około 10zł. Czyli cena bardzo przyjemna. Produkt jest w kolorze białym, konsystencja gęsta, zbita. Zapach oczywiście kokosowy, czyli to co ubóstwiam! Nie jest on bardzo intensywny, co mi wcale nie przeszkadza. Dzięki temu większej ilości osób przypadnie do gustu.


Jak z jego działaniem? Jestem wręcz zachwycona! Naprawdę nie spodziewałam się aż takich efektów po stosunkowo tanim produkcie. Masło zostawia delikatny film na skórze, zabezpieczając ją przed wysuszaniem. Zapach nie jest mocno wyczuwalny na skórze, ponieważ jak wyżej pisałam sam w sobie jest dosyć delikatny lecz utrzymuje się bardzo długo. Daje uczucie nawilżonej skóry nawet 24 godziny po zastosowaniu! To mnie bardzo ucieszyło! Smarując się wieczorem tak naprawdę mam nawilżanie ciała z głowy na kolejny dzień ;)


Produkt zaciekawił mnie już podczas czytania recenzji no i mnie nie zawiódł. Pokochałam go! Jeśli macie suchą skórę i chcecie ją porządnie nawilżyć to bardzo bardzo polecam! :) 


Testowałyście już masło do ciała od Bielendy? Dajcie znać jak spisało się u Was! U mnie zostanie na dłużej i mam zamiar wypróbować inne warianty zapachowe. Dobrze się składa bo akurat za niecałe 2 tygodnie jadę do Polski a lista zakupów jest już spora ;)


Na koniec zapraszam Was jeszcze do wzięcia udziału w konkursie! :)
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.