piątek, 30 września 2016

mix fotek wrzesień 2016

Hej Miśki! Ten tydzień miałam totalnie zakręcony, nic nie robiłam konkretnego a jednak nie miałam w ogóle czasu żeby napisać post. We wtorek byłam na egzaminie w szkole no i o dziwo na to, że nic nie umiem miałam aż 16 punktów (chyba po prostu mi się strzeliło dobrze :D). Tak czy siak kurs zaczynam 14 listopada. Na środę miałam zaplanowane napisanie posta ale.. mój Kochany załapał jakiegoś wirusa i musiałam go niańczyć. Faceci.. W czwartek poczuł się już nieco lepiej, pojechał do pracy, a ja umówiona byłam na kawę z moją nową koleżanką tutaj. Ku mojemu zdziwieniu luby pojawił się o 12 w południe w domu, cały blady. Dalszą część sobie możecie dopisać. Tak oto jestem w piątek :) Jako, że dziś ostatni dzień miesiąca, mam dla Was, już drugi post z tej serii a mianowicie mix fotek. Tym razem postarałam się o trochę większe zdjęcia, jak prosiłyście w komentarzach. Także.. miłego oglądania! :)




rowerek / selfie 


kolejne selfie gdzieś w terenie


ahh no i jeszcze kolejne


moje pazurki hybrydowe / kwiaty urodzinowe od Mojego mężczyzny


bardzo rzadko można zobaczyć mnie w kitce / drink z pomarańczą


selfie w terenie / selfie u wujka mojego chłopaka


ja w kitce po raz drugi szok / uczę się niemieckiego + kawusia


w końcu wisi duże lustro, które pomalowałam (niedługo dodam o nim post) aa no i no make-up / selfie w domku


selfie przed pierwszym spotkaniem z moją nową kumpelą - taka szczęśliwa / w drodze na rowerek


wkręciłam się totalnie w gotowe goferki / na szybko przed imprezką


kawka / goferki wersja truskawkowa


znalazłam w końcu drogerię dm i się obkupiłam w żele pod prysznic Balea, obiecuję będzie pościk (już nie mogę się doczekać) !! :)


cudowna seria książek polecam Wam / sukienka na sprzedaż rozmiar XS 


selfie / wygrałam dziś sesje fotograficzną - nie mogę się doczekać realizacji!!! 

A jak Wam minął wrzesień Kochane? Obchodzicie dziś Dzień Chłopaka? Jak Wam podoba się post z tej serii? Piszcie w komentarzach!! :) Buziaki!

poniedziałek, 26 września 2016

Nawilżający żel pod prysznic Pure Oasis

Cześć Kochane! Znowu mam wrażenie, że nie było mnie tu bardzo długo a minęły zaledwie 3 dni! Weekend zleciał mi bardzo leniwie, czego tak naprawdę nie popieram lecz moja druga połówka potrzebowała odpocząć. Ahh.. czego się nie robi z miłości :) Tak czy siak zleciało nawet nie wiem kiedy. Dzisiaj za to od rana ruszyłam pełną parą ze wszystkim: sprzątanie, ogarnianie, pranie, umawianie wizyt i wszystko co możliwe. Jutro rano mam egzamin do szkoły językowej, już nie mogę się doczekać :) Towarzyszyć mi będzie moja nowo poznana koleżanka a po wszystkim zamierzamy uderzyć w miasto, że tak powiem. To tyle prywaty na dziś :) Bohaterem postu będzie nawilżający żel pod prysznic Pure Oasis. Chętnych zapraszam dalej :)


Kilka słów od producenta 

Nowy, ożywczy żel pod prysznic z bergamotką, miętą i zieloną herbatą dla Twoich zmysłów, z witaminami C, B3 oraz B5.
Doskonale pieni się. Posiada przepiękny i świeży zapach, który otula skórę po umyciu.


Moja opinia

Zacznę od tego, że posiadam większą wersję tego oto żelu, która liczy sobie 500ml. Zapłaciłam za nią coś koło 10zł w ofercie dla konsultantek. Czyli jak dla mnie, całkiem w porządku. Opakowanie wykonane jest ze średniej grubości plastiku. Wygląda porządnie. Całe jest przeźroczyste, dzięki czemu wiemy ile produktu nam jeszcze zostało. Jeśli chodzi o zamykanie nie jest zbytnio urokliwe. Niby jest to zwykły klik. Kiedy mamy suche ręce wszystko idzie pięknie jednak kiedy są mokre i opakowanie jest zamknięte bardzo ciężko je otworzyć, czasami musiałam podważać je paznokciem. Dlatego też stoi on u mnie cały czas otwarty.


Sam produkt jest zielonkawy, przypominający kolorem herbatę miętową. Jego zapach kojarzy się dosłownie z miejscem z obrazka na nim. Ciepłe powietrze, rześka woda, odświeżenie, słońce. Podczas użytkowania, można przenieść się myślami w to cudowne miejsce bez problemu.


Jeśli chodzi o działanie.. myje ciało bardzo dobrze, fajnie się pieni. Nie potrzeba dużej ilości żelu, przez co jest wydajny. Mam go od około 2 miesięcy i zostało mi tyle co widzicie na zdjęciu wyżej. Czyli jak dla mnie całkiem się opłaca. Zapach na ciele utrzymuje się bardzo długo. Kiedy biorę prysznic na wieczór, jeszcze rano czuję zapach tego żelu na skórze :) Bardzo fajnie nawilża i zazwyczaj nie balsamuję się jeszcze dodatkowo, chyba, że moja skóra jest bardzo przesuszona.


To już kolejny mój żel pod prysznic od Avon i ponownie zdał egzamin :) Na pewno wrócę do niego ponownie, może w innej wersji zapachowej :)


Na sam koniec chciałabym Was jeszcze przeprosić za jakość zdjęć. Niestety lustrzanka padła mi totalnie a jeszcze dwa tygodnie zanim będę w Polsce, muszę sobie jakoś radzić z tel no i Wy także :)


Miałyście ten żel? Jakie są wasze opinie? Miałyście żele od Avon? Jak u Was się spisały? Piszcie w komentarzach Słoneczka :)

czwartek, 22 września 2016

Tonik przeciw wypryskom z kwasem salicylowym - clearskin

Hej Miśki! W końcu odzyskałam trochę energii i chęci życia. Szczerze powiedziawszy siedząc w domu można się nieźle dobić. Ale wczoraj spotkałam się z dziewczyną, która również mieszka w moim miasteczku (spiknęłyśmy się na grupie na Facebooku). Dla tych co nie widzą jeszcze, lub są tu pierwszy raz - mieszkam w Niemczech :) Wypiłyśmy razem kawę i przegadałyśmy chyba z 4 godziny! Kurczę, nawet nie wiecie jak mi tego brakowało. Facebook czy Skype to nie to samo co realna rozmowa. Tak się cieszę, że w końcu tu kogoś poznałam i mam się do kogo odezwać! Wróciły mi chęci do życia i w ogóle taka pełna  pozytywnej energii jestem! Chcę mi się, dziś od rana aktywnie od razu. Ileż radości daje kontakt z drugim człowiekiem! :) Okej, wróćmy do dzisiejszego tematu posta, którym jest Tonik przeciw wypryskom z kwasem salicylowym. Zainteresowanych zapraszam dalej :)


Na początek kilka słów o samym kwasie salicylowym.

Kwas ten w preparatach kosmetycznych, występuje w stężeniu od 1% do 2%. W takich proporcjach bezpieczny jest do użytku domowego. Stosować go można na skórę całego ciała.

Właściwości kwasu:

  • przeciwzaskórnikowe,
  • bakteriobójcze,
  • antyseptyczne, 
  • przeciwzapalne, 
  • przeciwgrzybiczne, 
  • keratolityczne, które pomagają w walce z zaskórnikami,  powierzchniowymi przebarwieniami oraz zmniejszają łojotok.

Ma on bowiem delikatniejsze działanie niż kwasy alfa- -hydroksykwasy ( łagodniej złuszcza naskórek ). Podczas jego stosowania o wiele rzadziej pojawiają się efekty uboczne w postaci pieczenia, szczypania oraz nadmiernego złuszczania się skóry. Dzięki temu, iż wykazuje zdolności bakteriostatyczne, przenikające przez warstwę sebum oraz wnikające w głąb mieszków włosowo - łojowych, jest w szczególności polecany osobom z trądzikiem (w formie zapalnej oraz niezapalnej), nadmiernym wydzielaniem się sebum oraz przy zapaleniu mieszków włosowych. Polecany jest także dla osób z suchą skórą. 
Kwas salicylowy złuszcza martwe komórki z powierzchni naskórka, posiada zdolność przenikania przez warstwę łojową, wnikania w głąb i oczyszczania porów skóry, oraz wnikania w głąb mieszków włosowych. Zjawisko to przyczynia się do odblokowania porów oraz zapobiega tworzeniu wszelkich wyprysków, pomaga oczyszczać zaskórniki. 

To tak naprawdę w skrócie, więcej informacji możecie sobie oczywiście wyguglować :)


Opis producenta jest dosyć skąpy:

Walka z trądzikiem i wypryskami bez wysuszania skóry! Tonik przeciw wypryskom z kwasem salicylowym, który: tonizuje skórę, pozostawia ją czystą i świeżą; redukuje nadmierną produkcję sebum; nie wysusza skóry.


Moja opinia. 

Standardowo zacznę od opakowania. Buteleczka zawiera 100ml toniku. Wykonana jest z grubego plastiku, ciężko ją zgnieść. Przeżroczysta, dzięki czemu widać ile produktu jeszcze mamy. Otwieranie na klik (patrz zdjęcie). Dozuje odpowiednią ilość płynu, nie zacina się, łatwo je otworzyć. Cena produktu to granica max 10zł. Tonik zamówić można u konsultantki Avon lub gdzieś w Internetach. Kolor płynu jak widzicie na zdjęciach to fiolet. Pachnie alkoholem.


Jeśli chodzi o stosowanie, nie używałam go codziennie. Średnio 2-3 razy w tygodniu. Wychodziły mi różne takie syfki, kij wie co także postanowiłam wypróbować tego oto agenta. Jak sobie poradził? Po nałożeniu go na twarz, bardzo wyraźnie czuć alkohol i szczypie w oczy, nawet jeśli przemywałam tylko ich okolice. Musiałam wachlować sobie ręką aby jakoś przeżyć te aplikację. Jak przemyłam już całą twarz, lekko szczypie i robi się bardzo delikatnie czerwona ale to dosłownie na kilka sekund. Za chwil parę wszystko wraca do normy. Tonik naprawdę świetnie oczyszcza, zazwyczaj ściągą mi z twarzy jeszcze resztki podkładu, którego micel nie domył. Daje uczucie czystości i świeżości - tak jak pisze producent. Jeśli chodzi o syfki, w większym stopniu znikły i na razie nic nie wychodzi.


Mimo zapachu i lekko piekącej twarzy, co oczywiście da się przeżyć, produkt spisał się u mnie dobrze. Mam jeszcze połowę buteleczki i z chęcią będę ją użytkowała. Moja skóra nie wysuszyła się po stosowaniu toniku. Używam dużo kremów na noc i na dzień.


Miałyście kiedyś produkty z tej serii? Lubicie Avon? Miałyście ten produkt? Jak radzicie sobie z wypryskami? :) Piszcie w komentarzach Kochane :)

wtorek, 20 września 2016

Sesja zdjęciowa Weroniki + efekt szkicu ołówkiem

Cześć Żabki! U mnie zapanowała totalna jesień, szaro buro, dzięki Bogu, jeszcze nie pada. Siedzę poubierana i grzeję się herbatką. A jak u Was z pogodą? Dzisiaj przygotowałam dla Was post fotograficzny. Mam nadzieję, że ta sesja również przypadnie Wam do gustu jak i poprzednia. Zdjęcia sprzed około 2-3 lat. Miłego oglądania :)










A teraz chciałabym Wam pokazać efekt szkicu ołówkiem ze zdjęć wykonany w całości w Photoshopie :)





No i co myślicie o takim efekcie szkicu? Fajna sprawa? Jak podoba Wam się sesja Weroniki? Chcecie więcej takich postów? Podobają się Wam? Piszcie w komentarzach Kochane :)

niedziela, 18 września 2016

Pierre René - COLOR - LED/UV - 16 Sky Blue

Hej Miśki! U mnie dziś pogoda cholernie dobijająca. Możecie sobie wyobrazić.. pada od rana, szaro buro, aż poczułam jesień. Mam nadzieję, że u którejś z Was chociaż słoneczna niedziela się zapowiada :) Nie przedłużając.. dzisiejszym bohaterem posta będzie lakier hybrydowy firmy Pierre René. Zapraszam więc dalej :) 


Od bardzo dawna polowałam na kolor baby blue jeśli chodzi o lakier hybrydowy. Semilac w swojej ofercie niestety go nie posiadał wcześniej. Ostatnio jednak wyszły cudowne niebieskie odcienie, które jak tylko przyjadę do Polski na pewno zamówię! Wracając do tematu.. chodząc po miejskich drogeriach natknęłam się na ten oto lakier. Za pierwszym razem, kiedy Go zobaczyłam, dałam sobie na wstrzymanie, chciałam sprawdzić najpierw recenzję u Was, na blogach a dopiero potem zdecydować czy go kupię. Jednak nie miałam takiej okazji, gdyż siostra mnie uprzedziła i zapragnęła mieć go na pazurkach no i tak oto wpadł w moje ręce.


Co do powiedzenia ma producent. 

COLOR - LED/UV - 3 HYBRID marki Pierre René. Hybrydowy lakier do paznokci. Przeznaczony jest do pracy z lampą LED - Pierre René - HIGH-PERFORMANCE LED GEL LIGHT. Formuła w połączeniu z preparatem odtłuszczającym (Pierre René - PRIMER - 1 HYBRID), żelem podkładowym (Pierre René - BASE COAT - LED/UV - 2 HYBRID) oraz żelem nawierzchniowym (Pierre René - TOP COAT - LED/UV - 4 HYBRID) gwarntuje bardzo trwały maicure. Lakier dostępny jest w gamie 23 głębokich kolorów. Wygodną aplikację zapewnia duży pędzel.

SKŁAD: TETRAHYDROFURFURYL METHACRYLATE, DI-HEMA TRIMETHYLHEXYL DICARBAMATE, PPG-5 METHACRYLATE, HEMA, HYDROXYPROPYL METHACRYLATE, BUTYL ACETATE, ETHYL ACETATE, ACETONE, NITROCELLULOSE, PHENYLBIS (2,4,6-TRIMETHYLBENZOYL) PHOSPHINE OXIDE, PHENYLDIMETHOXY ACETOPHEN

Termin trwałości: 6 miesięcy od otwarcia.
Pojemność: 11ml


Moja opinia. 

Zacznijmy od opakowania, które bardzo przypadło mi do gustu. Oczywiście sama szata graficzna jest bardzo prosta i elegancka. Najbardziej podoba mi się tutaj zamykanie, które działa bez awarii, co mogę zarzucić Semilacowi. Zakrętka dokręca się do samego końca, nie zacina się, nie trzeba się martwić o nic w tej kwestii. Tutaj duży plus. Niestety już po pierwszej aplikacji koloru pędzelek, przymocowany do zakrętki, zaczął się ruszać. Ogromny minus za to. Kolor naklejki na opakowaniu niestety odbiega od tego co jest w środku. Liczyłam tutaj na typowy baby blue, jednak w tej kwestii się zawiodłam. Mimo iż oglądałam kolorek na wzorniku, wydawał mi się inny, lub go źle zapamiętałam. W rzeczywistości prezentuje się tak: 


Butelka zawiera aż 11ml lakieru, w porównaniu do Semilaca (7ml) to o wiele więcej. Tym bardziej, że cena lakieru jest także niższa. Na allegro można dostać go już za około 24zł. Tutaj plus. Pędzelek jest duży. Producent zapewnia, że własnie dzięki niemu otrzymujemy wygodną aplikację. U mnie niestety ta obietnica nie sprawdziła się totalnie. Pędzelek owszem jest duży ale przez to lakier leje się po skórkach, jest go za dużo. Kiedy nakładałam go na paznokcie, myślałam, że mnie krew jasna zaleje. Zajęło mi to bardzo dużo czasu (nawet 2 razy więcej niż zwykle) a i tak nie otrzymałam perfekcyjnego nałożenia. Konsystencja lakieru jest dosyć rzadka, co dodatkowo utrudnia aplikację przy takim dużym pędzlu. 


Jeśli chodzi o trwałość lakieru, to trzyma się u mnie podobnie jak Semilac czyli od 2 do 3 tygodni. Akurat teraz miałam takie dwa tygodnie w których prawie co dziennie ręce miałam w wodzie i pazurki narażone były dodatkowo także lakier hybrydowy trzymał mi się tylko 2 tygodnie. Jednak paznokcie na których miałam tenże lakier odeszły już szybciej. Pewnie ze względu na warunki na jakie były narażane. Ale dzięki temu wiem, że poddane były dużej próbie i poradziły sobie całkiem nieźle w tej kwestii. 


Została jeszcze kwestia ściągania. Zamoczyłam je w Acetonie od Semilac, trzymałam klipsy może około 30min. Lakier odchodził szybko, bez skrobania i dodatkowego piłowania płytki, tutaj plusik chociaż widać, że lakier jest mniej trwały niż Semilac. Na zdjęciu wyżej możecie zobaczyć jak szła mi aplikacja. Porównajcie srebrny kolorek (Semilac 144) z niebieskim (Pierre René 16). Są niedociągnięcia, nie da się ukryć. Dodam jeszcze, że lakier Pierre René nakładałam z bazą oraz topem od Semilac. Oczywiście używałam także primera Semilac oraz odtłuszczacza. 


Na koniec posta Kicia, która dotrzymywała mi towarzystwa podczas pracy :) A wy Kochane, miałyście ten lakier hybrydowy? Jaka jest wasza opinia? Kolorek Wam się podoba? Lubicie odcienie niebieskiego na pazurkach?  Miałyście lakiery od Semilac? Jak Wam się sprawdziły? Może możecie polecić jeszcze jakąś inną markę? Piszcie w komentarzach :)

piątek, 16 września 2016

Kremowy płyn do higieny intymnej Ziaja

Dzień dobry Kochane! U mnie dziś już chłodniej i bez słońca ale powiem Wam, że czekałam na taką pogodę gdyż nasze mieszkanie na poddaszu już się tak nagrzało, że ciężko było spać w nocy a tu dziś taki chłodny powiew od razu wietrzenie całego mieszkania od rana - od razu lepiej i świeżo :) Dzisiaj pozostajemy w tematach świeżości a mianowicie mam dla Was recenzję płynu do higieny intymnej z Ziaji, kto chętny zapraszam niżej :)


Zacznę od tego, że lubię produkty z Ziaji. Szczególnie chwalę sobie serię z liśćmi manuka. Miałam też kiedyś ich żel pod prysznic i oczarował mnie jego zapach, tak więc postanowiłam wypróbować płyn do higieny intymnej :)

Może najpierw od producenta:


Te oto wszystkie informacje znajdziemy na opakowaniu. Czyli dosyć sporo. Nie musimy nigdzie szperać, szukać po internetach. Za to ode mnie plusik. Szata graficzna opakowania wpada w moje gusta, gdyż jest klasyczna, prosta, nie da się jej nie lubić. Butelka zawiera aż 500ml płynu, czyli sporo. Do tego cena takiego produktu to około 8zł. Możemy dostać go praktycznie w każdej drogerii typu Rossmann. Dodatkowym plusem dla mnie jest dozownik, który oczywiście działa bez zarzutu. Uwielbiam po prostu takie rozwiązania!! :)


Płyn jest kremowy, w kolorze białym. Konsystencja dosyć rzadka. Zapach mydlany, trochę mdły, nie podrażnia nosa, jest przyjemny i delikatny. Mi przypadł do gustu i z przyjemnością z niego korzystam. Daje cudowne uczucie świeżości oraz czystości w miejscach intymnych przez cały dzień. Nie podrażnia , nie piecze, wręcz łagodzi. Jeśli wystąpiły u nas jakieś drobne otarcia czy zaczerwienienia naskórka wpływa niezwykle kojąco. Muszę dodać, że płyn ten używam od około 2-3 miesięcy codziennie i dalej jest! Czyli mega wydajny!


Ogólnie nie mam dużych wymagań od płynów takiego typu. Ma czyścić, odświeżać i być delikatny. U mnie ten produkt spisał się doskonale. W zwyczaju lubię zmieniać takie produkty, zawsze na nowe ale kiedy znudzi mi się inny z chęcią do niego powrócę :) Z racji tego, że w mojej buteleczce widać już dno, zakupiłam nowy płyn, tym razem niemiecki. Nie ma dozownika, więc mam zamiar przelać go do tej buteleczki z Ziaji, żeby cieszyć się łatwą aplikacją :)


Pojemność również spora, jestem ciekawa, gdyż to mój pierwszy niemiecki produkt do higieny intymnej. Czekajcie na recenzję! :) A może któraś z Was ma ten produkt? Widziała, słyszała? Chętnie poznam opinię :) Miałyście żele do higieny intymnej z ziaji? Lubicie tą firmę? Piszczcie w komentarzach! :)

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.