wtorek, 30 sierpnia 2016

Mini ABC aparatu ortodontycznego i moja historia

Hej Kochane! Nie dodałam żadnej notki w zasadzie tylko przez 4 dni, a mam wrażenie, że minęły jakieś dwa tygodnie i czuję się głupio. Ale już się tłumaczę. Przed wyjazdem, czyli piątek i sobota, musiałam wszystko dopiąć na ostatni guzik, spotkać się z przyjaciółką, kupić lekarstwa i wiecie takie tam różne rzeczy, pakowanie i zleciały mi te dni cholernie szybko. Pół niedzieli spędziłam w busie, jak wróciłam musiałam się wypakować, ogarnąć trochę mieszkanie no i odpocząć! :) Poniedziałek był całkiem organizacyjny, pranie, mycie podłóg i w ogóle. Dziś od rana również praca pełną parą u mnie, gdyż maluję sobie krzesełka. I już szykuję dla Was o tym post bo jestem zajarana choć nie wiem jak to wyjdzie i w ogóle to mój pierwszy raz :D trzymajcie kciuki!

A dziś.. z racji tego, że założenie jednego aparatu mam już za sobą chciałabym Wam o tym co nieco powiedzieć. Może któraś z Was szykuje się do takiego leczenia, bądź na dniach idzie na montaż i ma totalnego stresa, może pomogę co nieco :)


Przyznam się szczerze, że sama nie szukałam za dużo informacji na ten temat w internecie, w sensie przed montażem. Natomiast naczytałam się za to o usuwaniu chirurgicznie ósemek i to był błąd. Prawda jest taka, że każdy ma inne zęby, inny organizm i każdy reaguje inaczej.

Mini ABC


No i w sumie tyle, jeśli chodzi o aparat powinniśmy wiedzieć. Co jest co. Ja idąc na montaż nie wiedziałam totalnie nic, bo jak wyżej pisałam starałam się czytać jak najmniej, żeby niepotrzebnie się nie stresować, kiedy trafię na felerną historię o aparacie ortodontycznym. Każdy ma inną psychikę. Ja zdecydowanie wolę nie wiedzieć co tam mi w środku robią aż na tyle, bo moje myśli doprowadzają zawsze do tego, że robi mi się słabo. U dentysty szczególnie :P

Moja historia



Na zdjęciu widzicie moje krzywe zębiska. Nie umiałam znaleźć zdjęcia przed założeniem, gdyż zazwyczaj na zdjęciach ich nie pokazywałam. No dobra, w ogóle ich nie pokazywałam bo się wstydziłam.

Aparat na zęby chciałam założyć już dawno, jednak ograniczały mnie fundusze, których niestety nie miałam. Leczenie ortodontyczne kosztuje i to nie mało. Jednak jest to bardzo dobra inwestycja.

Moja dentystka powiedziała mi, że jeśli nic nie będę robiła z moimi ząbkami, mogą mi najzwyczajniej w świecie wypaść. Dziąsła mi krwawiły, bo nie domywałam dobrze zębów gdyż były krzywe i jedzenie mi wchodziło tak, że nie potrafiłam go dobrze wyczyścić. Raz doszło do takiej sytuacji, że miałam mega zapalenie dziąseł. Potem jednak sytuacja się uspokoiła. Zaczęłam jeść dużo witaminy C, rutinoscorbinu i oczywiście mycie ale to i tak kiepsko szło lecz było lepiej.

Tak oto wybrałam się do ortodonty. Pierwsza wizyta to konsultacja. Jeśli jednak decydujesz się od razu na odlew swoich zębów to trwa to o wiele dłużej no i jest płatne. Ja z racji tego, że wiedziałam, że wyjeżdżam za granicę i trochę mi się spieszyło, od razu kazałam robić sobie odlew i plan leczenia. Na plan czekałam 2 tygodnie i dostałam go mailem. Szczerze to najpierw się ucieszyłam, bo myślałam że nie mam nic do usunięcia ale szybko znalazłam legendę i słowo ekstrakcja. Szczena mi opadła.

Okej, nastawiłam się na rwanie zębów. Miały być to 3 ósemki 1 dziewiątka (tak mam dziewiąty ząb, mają je nieliczni ludzie) i czwórka. Poszłam do dentystki zielona oczywiście a ona zrobiła wielkie oczy kiedy powiedziałam, że chcę rwać u niej ósemki. Nikt mi nie powiedział, że robi to chirurg i nie wiedziałam na zdjęciu aż na tyle o co chodzi. Tak czy siak taką drogą musiałam znaleźć chirurga. Jak usłyszałam ceny prywatnie to trochę mi się słabo zrobiło. Ale od znajomych usłyszałam, że na Borowskiej we Wrocławiu jest miła Pani, która robi to naprawdę bardzo dobrze na NFZ, no więc tam się udałam. No i dwa wyrwania górne za mną, dlatego mam aparat już.




Okej montaż. Wiedziałam z góry, bo mi powiedziano, że będzie to około godzinki czasu. Myślę sobie, Boże ale będzie mi się ciągnęło. Jednak myliłam się, moja ortodontka podczas całego montażu do mnie mówiła. Prowadziła sobie monolog ale jestem jej za to wdzięczna, bo naprawdę nie pamiętam kiedy zleciała mi ta godzina. Czyszczenie zębów z kamienia było naprawdę mało przyjemne, lecz do przeżycia. Łupało mnie w głowie jakby mi wiertarką wiercili :D ale prawda jest taka, że u mnie tego kamienia było sporo, gdyż no nie domywałam tych zębów na tyle dobrze. Potem mycie gorącą wodą i smarowanie kwasem. Przyklejanie zameczków klejem - nie czułam nic. Dopiero kiedy ortodontka założyła mi pierścień na ostatnie zęby poczułam co nieco. Ale po chwili się przyzwyczaiłam do tego czegoś. Najbardziej bolesny było chyba włożenie łuku za pierwszym razem, gdyż ortodontka musiała mi go mocno docisnąć no i to było bolesne ale do przeżycia! Na odchodne dostałam wosk gdyby mnie obtarł aparat jednak do dnia dzisiejszego go jeszcze nie użyłam. Zęby mnie nie ciągną, czuje, że mam aparat jednak myślałam, że będzie gorzej. Jedzenie to prawdziwa udręka i chodzę od tygodnia głodna :P Choć już czuję, że mogę zetknąć ostatnie zęby i lekko przyciskam ale jeszcze trochę.


Dobra trochę się rozpisałam, mam nadzieję, że aż tak Was nie znudziłam. No i mam nadzieję, że komuś może się przyda mój post. Na końcu chciałabym dodać, że naprawdę warto zainwestować w aparat ortodontyczny jeśli macie krzywe ząbki. A zazdroszczę tym co nie muszą. Przede mną jeszcze dużo męki i cierpienia.


Ostatnio odkryłam bardzo fajne produkty do czyszczenia jamy ustnej. To dopiero moje pierwsze opakowania i używam od tygodnia ale już widzę, że mniej krwawią mi dziąsła. Jak je zużyję zrobię recenzję na pewno. Są w fajnej cenie, bo pasta ok. 6zł a płyn koło 8zł jeśli dobrze pamiętam. Ja zakupiłam je w Leclerc, ogólnie nigdzie więcej ich nie widziałam więc są średnio dostępne.

A wy macie aparaty ortodontyczne? A może będziecie mieć? Co myślicie o moich zębach? Dramat co nie? Miałyście te preparaty z Ziaji? Piszcie w komentarzach! :)

czwartek, 25 sierpnia 2016

Liebster Blog Adward


Cześć Miśki! Ostatnio pod jednym z wcześniejszych postów dostałam komentarz, który dosyć mnie zaskoczył. Mianowicie zostałam nominowana do Liebster Blog Adward przez Miss Darkness


O co chodzi?
Sama na początku trochę się przestraszyłam, bo nigdy wcześniej o tym nie słyszałam ale wdrożyłam się w temat, jeśli można to tak nazwać no i już Wam mówię. Pozwólcie, że sobie zacytuję: 

"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na jedenaście pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im jedenaście pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."
No więc w dzisiejszym poście moje odpowiedzi na pytania od Miss Darkness. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam dalej :)
  
1. Kto jest twoim idolem?


Kiedyś w podstawówce miałam idola i pewnie był to jakiś piosenkarz z „Ich Troje” haha :D Obecnie nie mam. 

2. Co sądzisz o podrabianych rzeczach?


To główny zarobek Chińczyków, który zalewa nasz rynek no i niestety przez ich tanią siłę roboczą traci na tym nasza gospodarka. Kto nie ma u siebie w mieście „Chińczyka”? :D


3. Przyjaciele czy druga połówka?


Jestem już na takim etapie, że zdecydowanie druga połówka jest na pierwszym miejscu. Lecz nie odstawiam przyjaciół w kąt i pielęgnuje te relacje.  
 
4. Najlepszy film jaki oglądałaś/eś?

Zdecydowanie „Nietykalni”.

5. Jesteś tolerancyjny/a?

Tak. 

6. Jakbyś opisał/a swój styl ubierania?

 
Elegancko-sportowo coś pośrodku tych dwóch określeń. 

7. Czy uważasz, że jesteś uzależniona/y od internetu?

Zdecydowanie tak. 

8. Wiosna vs jesień?

Oczywiście, że wiosna. Wszystko rozkwita i budzi się do życia :)

9. Motto życiowe?


10. Od jakiego czasu prowadzisz bloga?

Przeszło ponad miesiąc. Króciutko, wiem. 

11. Czy uważasz, że życie singla jest szare i nudne?

Nie pamiętam kiedy byłam singlem, w zasadzie ciągle mam przy sobie kogoś. Ciężko mi się wypowiedzieć. 

________________________________________________________________________________________________________________

środa, 24 sierpnia 2016

Mój imieninowo-urodzinowy prezent

Hej Słoneczka! Jestem już po i uwaga PRZEŻYŁAM. Na ząbkach mam już druciki i szczerze myślałam, że będzie gorzej. Naprawdę. Jednak jest znośnie, przynajmniej na razie. Oczywiście nie umiem gryźć i coś czuję, że przez pierwszy okres z aparatem będę chodziła głodna. Tak czy siak jestem zadowolona, że już mam go założonego i że moje leczenie idzie w miarę sprawnie. No i że w ogóle odważyłam się w końcu za to wziąć. Mimo, że czekają mnie jeszcze trzy ekstrakcje (co mnie przeraża), wiem że efekt będzie czadowy. Cierp ciało coś chciało. Dzisiaj chcę Wam się pochwalić trochę. Jestem taka zajarana, że no wybaczcie ale muszę. 17 sierpnia miałam imieninki a 8 września będę obchodziła urodzinki, no i z racji tego, że w niedzielę już wyjeżdżam dostałam w prezencie pieniążki. Stwierdziłam, że muszę zainwestować je w coś co przyda mi się na lata a zawsze szkoda mi na to pieniędzy.


Oczywiście moja lista rzeczy, które chciałabym mieć jest nieskończona. I jakbym miała wymieniać to pewnie brakło by mi dnia. Musiałam się więc zdecydować na jedną konkretną rzecz. Postanowiłam, że sprezentuję sobie walizkę. Z racji tego, że moje podróże Niemcy-Polska będą teraz częstsze ze względu na aparat przyda mi się na pewno. Zawsze pakuje się w jakieś torby, które ani trochę mi się nie podobają a już na pewno się w nie nie mieszczę. Przywożę ze sobą znacznie więcej niż zabieram. Też tak macie? :D 



Okej. Wstukałam na allegro hasło walizki. Oczywiście wielkość - NAJWIĘKSZA. Chciałam odcienie złota lub szarości. No i znalazłam. Początkowo na wszystkich aukcjach kolor złoty-szampański był niedostępny a czas oczekiwania wynosił 14 dni. Gdzie ja za 5 miałam już wyjeżdżać! Wiecie jaka byłam zła?! No ale na drugi dzień na spokojnie siadłam i poszukałam dokładniej. Na miniaturce ledwo co widoczny mój kolor no i wchodzę i JEST! Tzn nie do końca wierzyłam w to, bo na aukcji była informacja, że dostępne kolory napisane na dole aukcji więc miałam trochę wątpliwości. Zamówiłam mając nadzieję, że to nie pomyłka. 


Walizkę zamówiłam w poniedziałek 22.08 a już na drugi dzień 23.08 była u mnie! Oczywiście głównie dlatego, że zdecydowałam się na przesyłkę pobraniową, która była dosyć droga chociaż paczka też była spora. Za przesyłkę zapłaciłam aż lub tylko 29,99zł. Jednak szybkość wysyłki wszystko wynagradza. 


Walizeczkę zamówiłam sobie o TU. Większość komentarzy pozytywnych i ja się dorzuciłam. Kiedy paczka dotarła do mnie od razu poprawił mi się humorek. 


Dostałam karton wysokości ok 70cm (tyle ma walizka). Więc dosyć spory. Odpakowanie było niesamowicie ekscytujące mimo, iż wiedziałam co jest w środku :P


W środku wszystko ładnie zabezpieczone styropianem. Kółka oraz górna część walizki. A tak w realu wygląda moja walizka:






Jak widać walizka jest identyczna jak na zdjęciach z aukcji. Jest wykonana naprawdę porządnie i mam nadzieję, że posłuży mi długi czas. No i co najważniejsze, mam nadzieję, że się w nią zmieszczę ze wszystkimi kosmetykami, które nabyłam w Polsce :D Wymiary walizki to wysokość 71cm, szerokość 49cm, głębokość 26cm, czyli dosyć spora. Za takie wymiary zapłaciłam 205zł. Myślę, że jak na walizkę to ani mało ani dużo.

Jeśli planujecie kupić walizkę polecam Wam tego sprzedającego, wszystko na plus, oczywiście cena paczki za pobraniem to trochę sporo no ale myślę, że do przeżycia. 

A ja czekam na kolejną przesyłkę jutro od Avon a w nim moje zamówienie: 


No muszę mieć ten nowy zapach! 

Wiem, że szaleję trochę z paczkami ale to tak tylko w Polsce. Spokojnie, niedługo ten temat ucichnie ale na razie się ekscytuję :D

Na samym końcu muszę oczywiście wspomnieć a w sumie to podziękować Wam za to, że uzbierało się Was już tutaj ponad czterdzieści czytelników. Nie spodziewałam się takiego odzewu po miesiącu blogowania. No i w dalszym ciągu tyle komentarzy pod postem ze stylizacjami. Dziękuje Kochani! I nie, nie zapomniałam o nowym poście ze stylizacjami, bądźcie cierpliwi. 

Podoba Wam się mój prezent imieninowo-urodzinowy? Macie swoje walizki czy wolicie torby? Lubicie zakupy na allegro? Piszcie w komentarzach! :) 

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Konturówka do oczu LUXE od Avon

Cześć Żabki! Kolejny poniedziałek. Ostatni mój tydzień w Polsce. W niedziele, zawijam stąd wrotki. Jutro ważny dzień a w sumie trochę o nim zapominam. Otóż zakładam aparat na ząbki. Chyba to do mnie jeszcze nie dociera tak na serio. Ale dziś do setna. Pod ostatnim postem pisałyście, że jesteście ciekawe konturówki, którą sobie zakupiłam w Avonie. Wystarczyły mi 4 dni aby wyrobić sobie o niej zdanie. Kto ciekawy zapraszam do dalszej części posta.. :)


Może najpierw obietnice od producenta.
Jedwabista, nasycona konturówka do oczu z miękką gąbeczką do rozcierania, tworzy idealne kreski lub zmysłowe smoky eye.
No i to na tyle. Konturówka to nowość od Avon więc kiedy ją zobaczyłam w katalogu przed premierą stwierdziłam, że ją wypróbuję. Na co dzień maluję czarne kreski na oku więc jest to coś czego używam często. Cena. Ja zapłaciłam za wszystkie cztery kosmetyki z ostatniego postu około 10zł więc średnio dałam za nią grosze. Cena stacjonarna w katalogu to 19,99zł czyli jakaś kwota to już jest. Nie mało, nie dużo. Kredka dostępna jest w kolorze czarnym i brązowym. Więc dosyć ubogo.


Dotarła do mnie zapakowana w kartonowe pudełeczko, czyli tak jak wszystkie kredki z Avon. Pudełeczko bardzo eleganckie, podoba mi się.


Oczywiście od razu na drugi dzień jak nakładałam makijaż rano musiałam jej użyć. Tym bardziej, że Wy też byłyście ciekawe! No i już od pierwszego dotknięcia z moją powieką ją pokochałam, naprawdę. Kreska za jednym pociągnięciem była idealnie czarna, dokładna i w ogóle była idealna jak dla mnie. Zero poprawiania jej i efektu pandy. Pierwsze wrażenie wywarła na mnie naprawdę dobre! Kolejnym plusem była jej trwałość. Wszystkie kredki kładę na bazę do powiek z Avon. Zwykle na nogach jestem z 12-13 godzin w ciągu dnia i.. poradziła sobie rewelacyjnie! Nic się nie rozmazało, kolor dalej wieczorem był intensywnie czarny. Więc myślę sobie no cudeńko!


Moje zachwyty jednak nie trwały dosyć długo. Skończyły się po tym, kiedy kredkę trzeba było naostrzyć. Muszę Wam zaznaczyć, że zawsze kupowałam kredki wykręcane, bo tak było mi po prostu łatwiej. Kupując tą, również myślałam, że będzie ona wykręcana. Ale niestety. Włożyłam ją wcześniej do lodówki na około godzinkę, dwie. Niestety kredka strasznie ciężko się ostrzyła, była jak taka plastelina i się łamała po prostu. Myślę sobie co jest? Może temperówkę mam do dupy? I może wrzucę ją do zamrażalki i wtedy ją naostrzę? Tak też zrobiłam i wiecie co? Dalej to samo.. Tyle, że utemperowałam tak sobie dosyć spory kawałek tej kredki. Tutaj zdjęcie nówki nieśmiganej:


Tutaj po dwóch użyciach no i moim ostrzeniu:




Jeśli chodzi o gąbeczkę to nawet nie miałam okazji jej użyć.

Podsumowując, malowanie i trwałość naprawdę bardzo fajne i przyjemne. Byłam zadowolona mega ale to ostrzenie jest dla mnie nie do przyjęcia. I to po dwóch użyciach, chyba bym szału dostała. No chyba, że coś źle robię? To moje pierwsza kredka, która jest do ostrzenia. Może Wy macie jakieś rady? Szkoda mi jej wyrzucić bo tak przyjemnie i szybko jeszcze nie malowało mi się kreski na oku :( Piszcie w komentarzach!

czwartek, 18 sierpnia 2016

Piękno i niezależność

Cześć Mordeczki! Powoli mija 3 tydzień a ja dalej kiszę się w Polsce. Naprawdę już mi tęskno do mojego Mężczyzny i mieszkania. Już nie mogę się doczekać kolejnej niedzieli! Podróż jak zawsze mnie przeraża, 12h w busie to nic przyjemnego, wierzcie mi. Dodatkowo moje zmartwienia obciążone są przez aparat na zębach, który zakładam 23 sierpnia no i jednak te 12h może być męczarnią. Ale nie nastawiam się aż tak negatywnie :) Apropo ciągle myślę nad moim menu podczas pierwszych dni po założeniu "rusztowania". Mam blender. Macie jakieś fajne przepisy lub pomysły co mogłabym sobie przyrządzić? Ew. coś też na drogę? Bo wiecie jak to jest, jak już coraz bliżej to pustka w mej głowie. Za wszystkie pomysły będę wdzięczna. No a dzisiaj przyszła do mnie paczka z Avonu. Jestem konsultantką no i korzystając z okazji, że jestem w Polsce musiałam złożyć zamówienie no i dorzucić coś dla siebie. Dopłacę do tego interesu 10zł, czyli 4 kosmetyki dla mnie w tej cenie to całkiem atrakcyjnie, co nie?


Kartonik wizualnie bardzo skromny ale więcej nie potrzebuję. Wkurza mnie w nim otwieranie, gdyż jest całe zaklejone. Trzeba je po prostu na chama targać lub rozciąć nożyczkami a karton nie nadaje się do niczego. Szkoda, na pewno bym je sobie wykorzystała.


Co zamówiłam sobie tym razem?
- Perfumowany spray Avon Cherish (75ml) - 9,99zł
- Odżywcza maska do dłoni i stóp z parafiną (125ml) - 8,99zł
- Regenerujący krem na spękane pięty z mocznikiem i kwasami AHA (75ml) - 3,99zł
- Konturówka do oczu LUXE z gąbeczką (1,15g) - 19,99zł
Dodatkowo do zamówienia dostałam próbki kremu nutra effects oraz nowego perfum ALPHA dla Niej oraz dla Niego.



Jak tylko powąchałam ten perfum to powiedziałam sobie: Muszę go mieć! Jest absolutnie w Moim stylu. Zakochałam się. Męski również z chęcią od razu bym przygarnęła dla mojego Mężczyzny. Kategoria drzewno-orientalna to moja ulubiona męska! Perfumy 54,99zł za sztukę więc całkiem przystępnie. Oczywiście są to wody toaletowe dla ścisłości ale tak jakoś już ogólnie mówię perfumy :P


Kremik. Mam jeden nutra effects ale z tych wcześniejszych z szklanych butelkach. Szału na mnie nie zrobił. Zobaczymy jak ten sobie poradzi. Próbka jest dosyć spora :)


Ten perfumowany spray zamówiłam ze względu na fajną korzystną cenę. Dodatkowo lubię mieć zapas zapachów. Idealny do torebki. Zapach już kiedyś miałam tyle, że wodę toaletową.


Krem do stóp za 3,99zł. Każda z Was pewnie by go zakupiła. Po lecie moje stopy są w stanie dramatycznym.


Maska do dłoni i stóp z parafiną nie jest u mnie w rękach po raz pierwszy. To już druga moja tubka. Napiszę o niej recenzję w wkrótce!


NOWOŚĆ! Konturówka do oczu. Bardzo jestem jej ciekawa. Ciągle używam kredki z Avon ale nie z serii LUXE. Ta ma dodatkowo silikonową gąbeczkę.


I szczerze nie wiem jak ją się odkręca. Albo się jej nie odkręca? Sama nie wiem, jeszcze do tego nie doszłam. Może Wy ją macie?


Nowy katalog zaczął się właśnie dzisiaj! :) I muszę szybko zbierać zamówienia gdyż chcę aby doszło jeszcze przed moim wyjazdem.


Do tego katalogu dołączona jest gazetka z dodatkowymi ofertami. I tak oto moim oczom ukazał się mój ulubiony perfum w bardzo bardzo super cenie! I teraz mam dylemat.. czy kupić nowość czy mój ulubiony najlepszy do którego zawsze wracam? :( Nie mogę pozwolić sobie na dwa. A chciałabym.


Powiem Wam szczerze, że bycie konsultantką to super sprawa. Oczywiście najbardziej zachęcające są darmowe kosmetyki. Oczywiście jak nie chcecie nic dla siebie można również zarobić na tym niezłą kasę :) Ja za swoje produkty, które Wam dziś przedstawiłam, zapłaciłam około 10zł. Mało prawda? Patrząc na równowartość produktów w katalogu :)

Zamawiacie coś z Avon? A może jesteście konsultantkami jak ja? Miałyście któreś z tych produktów? Jak Wam się spisały? No i koniecznie dajcie mi jakieś pomysły na jedzenie z aparatem, bo umrę z głodu :P

wtorek, 16 sierpnia 2016

Antonin - Ostrów Wielkopolski - Piaski - czyli mój długi weekend

Cześć Miśki! Pisałam Wam już jak bardzo nie lubię długich weekendów w Polsce bez mojej miłości. Nie chcąc zamulać najzwyczajniej w świecie w domu przez 2 dni, postanowiłyśmy z mamą oraz siostrami coś podziałać. Takim oto sposobem w niedzielę wybrałyśmy się do Antonina. Jest to mała mieścina, choć w zasadzie chyba bardziej wioska położona około 20km od naszego miasta. Jest tam dosyć spore jeziorko no i to główna atrakcja. Jest plaża, piasek, boisko do siatki, rowerki wodne, pomost. Jest to dobre miejsce na wypad na weekend ze znajomymi. Wieczorami organizowane są imprezy, także jest gdzie się pobawić. Można postawić sobie namiot i spać lub wynająć domek, pokój. Kawałeczek dalej od plaży jest także piękny park i zamek do obejrzenia. Niestety w długi weekend nie było upału więc z plażowania nici ale pograłyśmy sobie w piłkę na plaży oraz poleżałyśmy na kocu.





Z siostrą.


Jako, że ostatnio nie udało mi się zrobić posta ze stylizacją bo fotki wyszły dramatycznie, postaram się Wam wynagrodzić nieco dziś. Nie jest to jakaś wymyślna stylizacja ani żadna elegancka. Na plażę w chłodny dzień założyłam dresowy kombinezon. Wgl uwielbiam kombinezony. Nigdy nie mam problemu co ubrać do nich. Zakładam i wychodzę. I to w nich lubię. Na sobie mam kombinezon ze sklepu Wassyl z tamtego roku. Kolorek jak najbardziej jeszcze z tego sezonu. Cena 79zł.



Zegarek to nieodłączny element mojego stroju. Jak go zapomnę to i tak patrzę na rękę która godzina :P Kolorek na paznokciach to Semilac 047. Uwielbiam go. Wiem, już lekki odrost, zajmę się nimi niedługo :)


Tutaj z moją mamą. Jak się przypatrzycie to zobaczycie moje krzywe ząbki ale za tydzień będą już w zameczkach.


Okularki z Sinsay za 19,99zł.




Powiem Wam że polubiłam nową Nestea z miętą.


Aniołki na piasku też były. Moja najmłodsza siostra :)



Siadłyśmy na kawie w Restauracji Lido w Antoninie. Chciałyśmy siąść w ogródku piwnym, są wakacje w końcu nie? Jeden wolny stolik, na którym stały jeszcze brudne naczynia po poprzednich klientach ale siadamy. Pani kelnerka ledwo nas zauważyła no bo stół brudny, wiadomo. Zabrała część brudnych naczyń od razu ze sobą. Zamówiłyśmy 3 kawy i frytki dla najmłodszej mojej siostry. Frytki o dziwo przyszły pierwsze. Na kawę czekałyśmy dłużej. Ja i siostra zamówiłyśmy Latte i była całkiem smaczna ale mama wzięła Cappuccino i nadawało się tylko do wylania. Sama woda dziewczyny, naprawdę. Próbowałam bo nie chciałam aż wierzyć! Na szczęście kelnerka zrobiła nową kawę. Bardziej kawową. Niestety już nie zawitam do tej restauracji. Zresztą poczytałam po powrocie na facebooku ich opinię i również spotkałam się z negatywami. Oczywiście dodałam również swój.



Tak wyglądała moja niedziela. W drugą niedzielę, czyli w poniedziałek zebrałyśmy tyłki i pojechałyśmy do Ostrowa Wielkopolskiego na Piaski, czyli bardzo podobny obiekt do tego w Antoninie tylko moim zdaniem ładniejszy no i przede wszystkim większy. Tam mamy już około 50km ale warto. Zresztą 50km to nie dużo w dzisiejszych czasach. Dodatkowo poza plażą i restauracjami można również przejechać się ciuchcią po całym obiekcie (wersja dla leniwych). Dla wysportowanych oraz dzieci jest park linowy, bardzo fajna zabawa! Dla lubiących sporty ekstremalne wyciąg do windsurfing'u. Także cała masa atrakcji!


Zacznijmy od tego, że pogoda w poniedziałek u nas była nieco lepsza tzn. może było chłodniej ale chociaż było słońce co widać już po zdjęciach.




Okej, pokażę Wam również stylizację z poniedziałku. Moje białe spodnie już znacie, więc pewnie żadne zaskoczenie. No po prostu je uwielbiam co zrobię :P



Bluzeczka kupiona na wyprzedaży w Sinsay za 14,99zł. 







Trochę Was zasypałam tymi fotami ale mam nadzieję, że miło się oglądało. A wy Miśki jak spędziliście długi weekend? Co myślicie o moich stylizacjach? :) Piszcie w komentarzach! A ja zawijam do dentysty :(

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.